sobota, 2 maja 2015

1.34

- O mój Boże, Niall… - powiedziałam z trudem, słysząc jego słowa. – Niall, ty mówisz poważnie? – parsknęłam śmiechem, nie dowierzając. Po prostu było to dla mnie nierealne. Niall Horan proszący mnie o rękę… Czy ja dobrze usłyszałam?
- Bardzo poważnie – uśmiechnął się lekko.
- Nie wierzę… - zaśmiałam się, ocierając łzy, które zaczęły mi ciec po policzkach.
- Nie musisz się od razu zgadzać, nawet nie mam dla Ciebie pierścionka – odparł.
- Boże, czy ty naprawdę poprosiłeś mnie o rękę? – ponownie się zaśmiałam, przytulając się do niego. – Kocham Cię Niall.
- Ja Ciebie też, maleńka – szepnął mi na ucho. – Mam nadzieję, że uczynisz mnie tym najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.
- Potrzebuję… czasu. Ostatnio wiele się wydarzyło – szepnęłam, patrząc na niego pod zasłoną łez.
- Rozumiem – pokiwał głową. – Będę czekał, Cassie. Będę czekał tak długo, aż usłyszę od Ciebie „tak”.
- Ja Cię naprawdę kocham Niall – i pocałowałam go, chcąc zakończyć jakoś pięknie tą chwilę.

Trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości, w której czyhał na nas Bill.

***

Następne dni ciągnęły się niemiłosiernie. Zasypiałam razem z zachodem słońca i wstałam z jego wschodem. Codziennie czekaliśmy, aż Bill da o sobie znać i aby chłopacy mogli się go raz na zawsze pozbyć. Jednak należał do osób cwanych. Zniknął i nie wyglądało na to, by w najbliższej przyszłości się pojawił. Było to desperujące bo… nie czułam się komfortowo i bezpiecznie. Przede wszystkim coś… było nie tak.

Coś ze mną było nie tak.

Ciągle czułam się… zmęczona. Owszem, rozbudzałam się od razu, gdy Niall dobierał się do mnie, ale… To było coś innego. Moje ciało często napadały mdłości i często bolał mnie brzuch. Nie wiedziałam, czy to była reakcja po zażywanych lekach po całym porwaniu na regenerację organizmu… Objawy, które pisały na ulotce leków zgadzały się, ale ja byłam pewna, że to nie było to.

I uparcie wciskałam do swojego umysłu, że nie zaszłam w ciążę.

***

- O Boże, Niall! – jęknęłam głośno, wyginając się w łuk, otumaniona orgazmem i odrętwiała z rozkoszy.
- Cassie! – krzyknął w moje usta, które pożerał w gorącym pocałunku i doszedł, sztywniejąc i wlewając we całe swoje nasienie. Mocno do niego przylgnęłam, oddychając donośnie. – Kochanie, dlaczego musisz być taka idealna? – spytał, wychodząc ze mnie powoli i położył się tuż obok mnie. Zaśmiałam się, wtulając w jego klatkę.
- Nikt nie jest idealny – szepnęłam.
- Chyba jednak zdarzył się wyjątek – odparł, przez co mój uśmiech się powiększył. Słodki Niall był moim ulubionym Niall’em.
- Będziesz mi tak słodził dopóki nie powiem „tak”? – parsknęłam śmiechem.
- I nawet dłużej – puścił mi oko. Zawadiacki jak zawsze.
- Co by się stało, gdyby wtedy w Rezydencji Derec’a nie znaleźlibyście mnie? – spytałam go, przewracając się na brzuch by mieć na niego lepszy widok. Niall zmarszczył brwi.
- Znalazłbym Cię, czym prędzej czy później. Ja nigdy nie odpuszczam – powiedział pewnie.
- Niepoprawny z Ciebie optymista – uśmiechnęłam się krzywo.
- Czasami – wzruszył ramionami.
- Opowiedz mi o swojej rodzinie – rzekłam, a jego ciało się spięło.

O cholera, złe posunięcie.

- Nie chcę o niej gadać, Cassie. Wolę myśleć o swojej przyszłej – stwierdził i widząc moją zdziwioną minę, zaśmiał się. – No co? Myślałaś, że taki ktoś jak ja nie będzie chciał mieć kiedyś dzieci?
- Usłyszałam liczbę mnogą – zaśmiałam się sztucznie. – Powinnam się bać?
- Nie, zależy oboje zmajstrujemy – poruszał zabawnie brwiami. Uderzyłam go w ramię. – Auć – syknął, a potem zaśmiał.
- Wiesz, po tym wszystkim nie chcę wyglądać jak wieloryb – odparłam, krzywiąc się.
- I tak będziesz piękna – Niall cmoknął mnie w czoło.
- Co byśmy zrobili gdybym teraz zaszła w ciążę? – spytałam jakby nigdy nic, ale poczułam nieprzyjemny ucisk w brzuchu. Bałam się poznać prawdy? A jeśli on nie chciał dzieci teraz?
- Stałoby się, ale chciałbym je mieć wtedy, gdy minie całe zagrożenie. Bałbym się, że coś może stać się Tobie i w dodatku dziecku – powiedział.

No to mamy problem, Horan.

***

- Wpadliście?! – pisnęła Don, gdy powiedziałam jej o swoich podejrzeniach dzień później, gdy jeszcze wszyscy spali.
- Ciszej – syknęłam. – Nie chcę by nikt o tym wiedział prócz Ciebie.
- A Niall? On wie? – spytała.
- Don…
- Musisz mu powiedzieć! Co będzie, jeśli naprawdę jesteś w ciąży?

~ Harry’s P.O.V ~

Wstałem po tym, jak usłyszałem dziwne piski dobiegające z pokoju Donatelli. Nie żebym narzekał, ale nadal odczuwałem skutki tego cholernego wybuchu i chciałem spać. Opuściłem swój pokój po drodze narzucając na siebie koszulkę. Przeszedłem przez cały korytarz i zauważyłem, że drzwi od pokoju Don były lekko uchylone. Stanąłem tak, by mnie nie zauważyła i zaglądając przez szparę zobaczyłem, że była również z nią Cassie.

Widziałem, że jest coś z nią nie tak.

Zachowywała się inaczej, niż przed porwaniem. W zupełności ją rozumiałem. Została zgwałcona i źle traktowana. Zależało mi na Cassie jak na własnej siostrze i chciałem dopaść Bill’a by pokazać mu, gdzie jest jego cholerne miejsce.
- Ciszej – syknęła Cassie do Don. – Nie chcę by nikt o tym nie wiedział prócz Ciebie.

Więc, jednak była jakaś tajemnica.

- A Niall? On wie? – zapytała ją Don, patrząc współczująco na Cassie. Co się do jasnej kurwy znowu działo?
- Don…
- Musisz mu powiedzieć! – przerwała jej oburzona. – Co będzie, jeśli naprawdę jesteś w ciąży?!

Ja pierdole.

O kurwa.

Cassie w ciąży?

Czy Niall naprawdę kurwa nie wie, jak się używa gumek? Niby był ode mnie starszy, a nie potrafi założyć na swojego pieprzonego chuja kondoma?

I co ja teraz miałem zrobić? Siedzieć cicho i kryć Cassie przed Niall’em? Przecież miał być ojcem jej dziecka… Chyba powinien wiedzieć o takich rzeczach, co nie? Wziąłem się na odwagę i chrząkając wszedłem do pokoju, w którym były dziewczyny. Obie zamarły na mój widok. Na twarzy Cassie widziałem strach.
- Więc, teraz będę wujkiem? – spytałem z ironią.
- Harry… - zaczęła Cassie, ale pokręciłem głową.
- Nie chcę Ci matkować, ale jak mogliście wpaść w takim momencie? – podniosłem głos.
- Zamknij drzwi – poleciła mi Don. Zrobiłem to i podszedłem do łóżka, na którym siedziały.
- Harry, ja nie wiem… Ja podejrzewam, że mogę być w ciąży. To nie jest potwierdzone – szeptała Cassie, patrząc na swoje dłonie. Była w chuj zawstydzona. – Mam typowe objawy i spóźnia mi się okres.
- Ja pieprzę, Cassie! – westchnąłem, chowając twarz w dłoniach.
- Przepraszam – mruknęła, spoglądając na mnie szklistymi oczami.
- Nie płacz – odparłem, siadając obok niej. – Po prostu… to w chuj nieodpowiedni czas na ciążę, maleńka – ponownie westchnąłem.
- Wiem – pokiwała ponuro głową. – Nie chcę być dla was ciężarem.
- Nie będziesz, po prostu musimy się z tym jakoś uporać – odezwała się Don, głaszcząc ją po plecach. – Ale trzeba pójść z tym do ginekologa.
- Czy to jest konieczne? Może najpierw zrobimy test?
- A ty przypadkiem nie masz tej spirali antykoncepcyjnej? – przypomniałem sobie.
- Są wyjątki, że ona nie działa lub wypada – powiedziała Don. – Bill miał u siebie taką jedną, która ją miała i zaledwie po dwóch tygodniach ona jej wypadła. Dzisiaj ze Styles’em umówimy Cię do ginekologa bo musisz być pewna, czy wszystko jest z płodem dobrze.
- W porządku – zgodziła się niechętnie Cassie. – Harry? – spojrzałem na nią. – Proszę, nie mów nic Niall’owi.
- Sama to zrobisz, to w końcu jest jego dziecko i powinien wiedzieć.
- Wiem.
- Więc, o dziesiątej jedziemy. Znam dobrego ginekologa i wcisnę jakiś kit Niall’owi.
- Pierw musi w niego uwierzyć – odparła Cassie.

No właśnie – tu był największy problem.

***

Wpół do dziesiątej siedziałem już w samochodzie razem z Cassie i Donatellą pod pretekstem pojechania na zakupy w centrum Londynu. Niall upierał się, żebyśmy w domu, ale w końcu uległ i pozwolił nam jechać. Upierdliwy dupek.
- Trzęsiesz się – powiedziała do niej Don. Faktycznie, Cassie drżała lekko na całym ciele.
- Będzie okay – posłałem jej ciepły uśmiech, odpalając auto i ruszyliśmy.
Całą drogę przebyliśmy w ciszy. Napięty nastrój Cassie udzielił się również i mi. Nigdy nie lubiłem tego uczucia, że mój wesoły nastrój nikomu się nie udzielał. To było cholernie dołujące. Nie wiedziałem, jak ją pocieszyć. Za dużo wycierpiała się, odkąd ją zabraliśmy od Dereca. Powinna w końcu doznać choć trochę spokoju. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach.
- Harry, zostaniesz tutaj i poczekasz na nas? – zapytała Don przed wyjściem z auta, gdy już Cassie czekała na nią na zewnątrz, nerwowo stąpając z nogi na nogę.
- Poradzicie sobie?
- Tak – uśmiechnęła się lekko i opuściła pojazd. Rozłożyłem się i czekałem, bo tylko to mi zostało.

~ Cassie’s P.O.V ~

- Jestem doktor Michelle Ferguson, ty jesteś Cassie? – pokiwałam skrępowana głową. – Harry dzwonił do mnie i mówił, że to pilnie.
- Poniekąd – stwierdziłam. – Chciałabym sprawdzić czy jestem w ciąży.
- W porządku, a robiłaś test?
- Nie, nie wierzę w ich wiarygodność Pani Doktor.
- Mów do mnie Michelle – uśmiechnęła się czule. – Używałaś zabezpieczeń?
- Tak, bo… mam w sobie spiralę antykoncepcyjną, ale czuję się tak, jak kobieta w ciąży. Mam wymioty, ale nie dość często, czuję się ociężała i spóźnia mi się miesiączka.
- Czyli przeprowadzamy rutynowe badania – rzekła, wstając z krzesła.
Pierwszych pięć minut było najgorsze. Nie lubiłam gdy ktoś… był między moimi nogami, prócz Niall’a. Od zawsze wstydziłam się chodzić do ginekologa, choć na taką nie wyglądałam. W końcu mieszkałam u Derec’a i zabierał mnie do lekarza od cipek raz na pół roku.
- Faktycznie, spirala wypadła… - mówiła do siebie Michelle, a moje serce stanęło. Byłam już niemalże pewna, że to była ciąża. Czekałam tylko na potwierdzenie Michelle. – Okay, możesz opuścić nogi – posłusznie zdjęłam nogi z podpórek i je zacisnęłam. – Teraz sprawdzimy Twój brzuch na USG, możesz pójść najpierw się przebrać – wstałam szybko z fotela i pognałam do łazienki, zdejmując z siebie ten obrzydliwy niebieski kitel i założyłam na siebie ubrania, które miałam wcześniej. – Gotowa? – zapytała Michelle, kiedy ponownie położyłam się na siedzeniu. Tym razem obok niego stała maszyna, która za pewno pokazywała rozwój płodu. Pokiwałam głową i uniosłam swoją koszulkę na wysokość biustu i delikatnie obniżyłam leginsy do dołu. – Rozluźnij się – poleciła mi, nakładając na nieznany mi przyrząd w kształcie męskiej golarki trochę żelu. – Poczujesz lekkie zimno – oznajmiła i dotknęła sprzętem delikatnie mojego podbrzusza. Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam na ekran maszyny USG. Z początku nic nie zauważyłam, co wzbudziło we mnie fałszywą nadzieję na to, że jednak nie jestem w ciąży. Potem jednak coś zaczęło się ruszać…
- Gratulacje, jesteś w ciąży – uśmiechnęła się do mnie Michelle, a moje usta otworzyły się ze zdziwienia. – Chwila… - Michelle pochyliła się w stronę ekranu, bacznie się na coś patrząc. – Widzę drugi płód…
- Co? – spytałam ją oniemiała.

- Będziesz miała bliźniaki.


****************************
Witam z powrotem kochani :3 Jak widać : wkrótce będzie koniec DA i niestety NIE PLANUJĘ 2 części :/ Nie chcę nic już mieszać w ich relacjach :P


41 komentarzy = NOWY ROZDZIAŁ!!! :* <3

Komentujcie <3

K.

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Ogłoszenie!

Kochani, ze względu na zbliżające się egzaminy w tym tygodniu i do środy następnego nie pojawi się żaden rozdział, gdyż po prostu nie mam czasu :/ Test to już nie przelewki, zależy mi na szkole i chcę by wyniki z niego były jak najlepsze :):) Mam nadzieję, że rozumiecie :D W między czasie będę pisała rozdziały na przód ( jeśli przypadkiem nie zasnę twarzą w monitorze laptopa ). No i będę wstawiała w miarę regularnie rozdziały na wattpada, gdyż mam wszystko napisane i z tym akurat problemu nie ma :D

Do zobaczenia! :D

piątek, 3 kwietnia 2015

1.33

- Harry, ty fuksiarzu! – krzyknął Louis za ledwie kilka godzin później, gdy odwiedziliśmy Styles’a w szpitalu. Nie wyglądał on najlepiej, ale też nie najgorzej. Poniekąd powinnam mu podziękować za uratowanie mi życia.

Ktoś ( a raczej Bill ) chciał mnie zabić, wysadzając wraz z autem w drobny mak.

Na samą myśl chciało mi się płakać. Bill najwyraźniej wiedział, że uciekniemy i zainstalował w samochodzie bombę. Gdyby nie spostrzegawczość Harrego… już by nie żył.

- Och, zamknij ten swój ryj Tomlinson, łeb mi pęka – jęknął Harry, wtulając swoją twarz w białą szpitalną poduszkę. Na około swojej głowy miał zawinięty bandaż, który w niektórych miejscach przesiąkł krwią. Ten widok mnie obrzydzał, lecz próbowałam zachować zimną krew. – Jak się czujesz Cassie?
- Serio? Pytasz mnie jak się czuję, gdy ty o mało nie straciłeś życia przez wybuch samochodu? – parsknęłam ironicznie, wywracając oczami.
- Uwierz mi, wychodziłem z gorszych akcji cało – wzruszył ramionami. – Poza tym, jutro wrócę do domu.
- Harry, ty idioto – zaśmiałam się podchodząc do jego łóżka i delikatnie przytuliłam, uważając na różne kable i ustrojstwa, do których był podłączony. Harry z trudem odwzajemnił uścisk.
- Nic mi nie jest Cassie, to nie o siebie się martwię – szepnął, po czym posłał mi słaby uśmiech.
- Ze mną też jest lepiej – skłamałam, choć mój ton głosu zabrzmiał dosyć wiarygodnie. 
- Mnie nie okłamiesz, maluchu – zmrużył oczy. Tak, zawsze byłam słabym kłamcą. – Gdy dopadniemy go z Niall’em, będzie cierpiał tysiąc razy gorzej, niż ty Cassie, obiecuję Ci to – odparł, z powrotem układając się wygodnie na łóżku, choć nie wyglądało ono zachęcająco.
- Wierzę Ci – mruknęłam.
- A póki co jesteśmy bezpieczni. Jeśli Bill zaplanował całe to gówno pewnie żyje ze świadomością, że ty, Niall i Donatella nie przeżyliście, więc można obmyślić plan działania – powiedział tym razem głośniej, do pozostałych.
- Pierw to ty kurwa stań na nogi, stary – prychnął Niall, przyciągając mnie do siebie i wtulił się w moje plecy.
- Nie róbcie teraz ze mnie ofiary! Przecież żyję! – zaśmiał się, a potem skrzywił.
- Ledwo – poprawiłam go.
- Dajcie mi dwa dni, tylko tyle na razie chcę – Harry głośno ziewnął. Automatycznie zrobiłam to i ja. Może i spałam całą noc, ale nadal odczuwałam zmęczenie po tych wszystkich dniach u Bill’a.
- Chcesz spać? – zapytał mnie troskliwie Niall. Pokiwałam głową. – Niedługo pojedziemy do domu.
- A co z Tobą, Don? – zwrócił się Harry do dziewczyny, która siedziała samotnie na kanapie, na drugim końcu Sali.
- Zależy w jakim sensie pytasz? – odpowiedziała mu pytaniem obojętnie.
- Jak się czujesz z tym wszystkim?
- Jakoś – skwitowała. – Przez kilkanaście lat Bill nie wypuszczał mnie z kryjówki, a jeśli już to robił, szłam z dziesięcioosobową grupą pierdolonych przyzwoitek, więc czuję się tak, jakbym na nowo poznawała świat – dodała, patrząc na twarz Harrego. Lecz ten wzrok był… inny. Harry też spoglądał na nią w zupełnie dla mnie obcy sposób, bo Harry… to Harry.

Ten chłopak doprowadził mnie do orgazmu, gdy ja siedziałam mu na kolanach…

- Za trzymanie Cassie przy życiu powinniśmy Ci dziękować na tysiąc sposobów…
- Wystarczy dziękuje – parsknęła śmiechem, rumieniąc się lekko.
- Dziękujemy Ci – odparł Harry za nas wszystkich.

***

Nigdy tak długo nie leżałam w łóżku w ciągu jednego dnia. Nie należałam do osób leniwych, bo nie potrafiłam usiedzieć w miejscu choćby minuty. Teraz miałam na to nadzwyczajną ochotę. No i bycie cały czas w ramionach Niall’a? To było coś zdecydowanie dla mnie.

Jeśli już mówię o Niall’u… Był on wyjątkowo cicho przez cały czas. Ciągle albo mnie olewał lub odpowiadał na krótkie pytanie typu „czy wszystko jest okay?” odprawiając mnie tym samym z kwitkiem.

- Nie wiem dlaczego siedzisz tak cicho przez cały czas…. ale wiedz do cholery, że to nie jest miłe! – warknęłam, w końcu wyrywając się z jego ramion i wyszłam z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Doskonale wiedział, że go potrzebowałam, zwłaszcza teraz gdy niemal padam emocjonalnie i psychicznie. Więc, dlaczego to kurwy nędzy robił?
- Mała, może też mu jest trudno się z tym wszystkim uporać? – zapytała retorycznie Donatell’a, gdy znalazłam ją na tarasie palącą papierosa. – Jakby nie patrzeć, widział Cię gdy Bill…
- Nie dokańczaj – przerwałam jej ostro z całych sił próbując nie dopuszczać do siebie obrazów z tamtej chwili. Nie zniosłabym tego i za pewne wybuchłabym płaczem, ponownie okazując swoją słabość. Nie mogłam tego zrobić po raz kolejny. Nie tym razem.
- Cassie, wiem jak się w tej chwili czujesz… Też zostałam zgwałcona – wyznała, a mnie zatkało. – I nie mówię tego ponieważ jest mi Ciebie żal… owszem jest, bo wiem jaki jest Bill i jak bardzo brutalny potrafi być…
- Co? – zabrakło mi języka w gębie. Czy on… ją…? Własną siostrę?
- Tak – odpowiedziała na moje nieme pytanie, zaciągając się dymem pełnym nikotyny. – Byłam młoda i mówił mi, że to normalne relacje pomiędzy rodzeństwem.
- Ile miałaś lat? – spytałam cicho.
- Czternaście – odparła. – I od czasu pierwszego razu wiedziałam, że to co jest między nami… jest paskudnie złe.
- Wiem co czujesz – zacytowałam ją.
- Co? – tym razem ona spojrzała na mnie wzrokiem pełnym zdziwienia.
- Molestował mnie ojciec – mruknęłam, patrząc w ciemne niebo i z trudem odganiałam łzy. – Też myślałam, że to jest… normalne, ale potem dopiero zrozumiałam, że to kazirodztwo.
- Tak mi przykro, Cassie – rzekła, a po jej minie widziałam, że mówiła to szczerze. – Nie dość, że Twój ojciec, to jeszcze Bill…
- Po prostu los wybrał dla mnie taka kartę, od zawsze tak to sobie tłumaczę… Gdyby nie Niall…
- To prawda, że mieszkałaś w burdelu od szesnastego roku życia? – pokiwałam z niechęcią głową. – Niezbyt uroczo.
- Plus był z tego taki, że do samego końca tam bycia zostałam dziewicą – parsknęłam śmiechem. – A potem znalazł mnie Niall.
- Kocha Cię – stwierdziła pewnie.
- Wiem, ale… coś się z nim dzieje. Coś wyraźnie zaprzątuje mu głowę, a ja nie wiem co i to jest denerwujące…
- Powie Ci, zobaczysz – Donatella spaliła papierosa do końca. – Może jeszcze nie chce Ci nic mówić, bo sama jesteś w nie najlepszej sytuacji…
- W związku zaufanie to podstawa i chcę by mi ufał – powiedziałam.
- Ufam – na dźwięk jego głosu odwróciłam się machinalnie w jego stronę. Miał zmarszczone czoło i patrzył na mnie w nieodgadniony sposób. Nie chciałam wiedzieć, ile usłyszał z tej rozmowy. Zrobiło mi się wstyd, że rozmawiałam o nim z kimś za jego plecami. Lecz potrzebowałam wygadać się osobie innej, niż taki Harry. – Chcę Cię gdzieś zabrać.
- Na pewno możemy? Bill może być w pobliżu…
- Tutaj jesteśmy bezpieczni.

***

- Ne ufasz mi? – zapytał mnie Niall po długiej niezręcznej ciszy, która panowała między nami. Znowu zrobiło mi się głupio.
- Ufam, ale…
- Zachowuję się dziwnie? – uśmiechnął się krzywo. – Mam do tego powód – oznajmił. Zatrzymałam się, patrząc na niego zdziwiona.
- Jaki? – szepnęłam.
- To dziwne, że taki ktoś jak ja denerwuje się taką błahostką… - Niall zaśmiał się gardłowo. – Czasami sam siebie nie rozumiem…
- Wyduś to z siebie – skrzyżowałam ramiona na piersiach, patrząc na niego wyczekująco. – Chcesz mnie zostawić?
- Co? Nie! – krzyknął podchodząc do mnie i położył dłonie na moich obu policzkach, zmuszając tym samym do utrzymania z nim wzroku. – Nie byłbym zdolny do opuszczenia Cię. Nawet nie wiesz jak cierpiałem widząc Cię taką cierpiącą, smutną… Nienawidzę, gdy na Twojej twarzy nie ma uśmiechu.
- Jak mam się uśmiechać, jeśli zostałam zgwałcona? – odparłam drżącym głosem.
- Będę próbować, aż w końcu to się stanie – Niall oparł czoło o moje, przez co stykaliśmy się również czubkami nosów. – Gdy Cię poznałem, nie wiedziałem czym jest szczęście, miłość lub… po prostu czerpanie radości z tego, co się ma. Nauczyłaś mnie czuć, przez co teraz nie widzę wszystkiego w czerni i bieli. Wiem, że zawiodłem Cię szczególnie na początku… ale to nie byłem ja. Ktoś sterował mną, a ja nie mogłem nad tym zapanować. Udało Ci się mnie od tego gówna odciągnąć i teraz sterujesz mną wyłącznie ty – tutaj uśmiechnął się szelmowsko. Ja słuchałam go jak zaczarowana. Rzadko się przed kimkolwiek otwierał. Robił to wyłącznie przy mnie. – Pamiętam moment, gdy zrozumiałem jak bardzo Cię kocham… Zapragnąłem byś uwolniła się ode mnie, bo wyłącznie Cię krzywdziłem i przynosiłem Ci sam ból, ale… Nie potrafiłem Cię opuścić. Coś mi nie pozwalało. Kochałem i kocham Cię za bardzo, bym mógł Ciebie opuścić… I w najbliższym czasie nie zamierzam nikomu Cię oddawać…
- Dlaczego byłeś dzisiaj taki… oddalony ode mnie? – zapytałam, przerywając mu.
- Intensywnie nad czymś myślałem i brałem wszystkie za i przeciw.
- To nie jest odpowiedź na moje pytanie – uśmiechnęłam się delikatnie.
- Poczekaj, jeszcze nie skończyłem mówić – odparł, śmiejąc się pod nosem. – Kiedyś… poznałem dziewczynę, jeszcze wiele lat temu, nim miałem w planach odnalezienie Ciebie. Czułem coś do niej i była nieliczną kobietą, której kiedykolwiek zaufałem. Potem nakryłem ją jak sypiała z moim wrogiem i zniszczyła wszystko, co budowało się między nami. Wtedy trzy lata temu Derec pokazał mi Twoje zdjęcie. Od razu mi się spodobałaś i wiedziałem, że będziesz moja. Derec zgarnął ode mnie kasę i ślad po Tobie zaginął. Przez te wszystkie dni szukałem Cię. Aż w końcu z chłopakami odkryliśmy siedzibę Dereca tuż pod Londynem. To było jak kropka nad i.
- Dlaczego… byłeś wobec mnie taki brutalny?
- Nie miałem uczuć. Ona je zniszczyła – wiedziałem, że „ona” to ta tajemnicza dziewczyna. Mogłam się domyślić ile czasu Niall poświęcił by ponownie móc nauczyć się czuć. – Byłaś dla mnie nikim. Później dopiero zdałem sobie sprawę, jak Ciebie traktowałem i wzięły mnie ogromne wyrzuty sumienia. Nie chciałem tego, Cassie.
- Wiem – pokiwałam głową stając na palcach i złożyłam na jego ustach delikatny pocałunek. Uwielbiałam go całować. Jego wargi były zawsze miękkie, wilgotne i gotowe. – A teraz powiedz mi… nad czym dziś myślałeś?
- Cóż… myślałem nad przyszłością – oświadczył. Moje serce zamarło. Może on naprawdę chciał mnie zostawić? – I powinienem zdecydowanie oderwać się od tego, gdzie teraz jestem i zacząć od nowa.
- To znaczy? – zapytałam ze ściśniętym gardłem.
- Nie mogę wiecznie żyć przeszłością.
- Rozumiem – choć tak naprawdę nie wiedziałam do czego dążył. – Życie przeszłością może być uciążliwe, nigdy nie mogłam sobie z tym poradzić dopóki nie poznałam Ciebie. Byłam zbyt zajęta pieprzeniem się z Tobą, bym mogła rozpaczać.
- I tak płakałaś przeze mnie za wiele razy, Cassie. Popełniłem za wiele błędów i wiem, że nigdy w pełni nie zostaną mi wybaczone…
- Już dawno Ci wszystko wybaczyłam, Niall. Miłość może wszystko naprawić – odparłam, spoglądając w jego niebieskie tęczówki, które przyglądały mi się z zainteresowaniem. – Od zawsze wiedziałam, że jesteś tym dobrym, tylko coś Cię przed tym powstrzymuje… Nie chciałam Ci tego mówić, bo bałam się Ciebie.
- Teraz się mnie nie boisz?
- Nie – pokręciłam głową. – Kocham Cię i to nigdy się zmieni. Mimo tego co może jeszcze nas czeka…
- Wyjdź za mnie.
- Co? – wytrzeszczyłam na niego oczy, a moje serce zamarło.

- Wyjdź za mnie, Cassie. 




************************************
A co to za rzeczy się dzieją? :3 Jak myślicie, zgodzi się? :D Dowiecie się w następnym rozdziale! :D 

Kochani, MOJE OPOWIADANIA NA WATTPADZIE! :D

- City Of Death 
- Little Daddy's Girl
- ANGRY ( 3 CZĘŚĆ!!!) 

Do zobaczenia! <3


43 komentarze = NOWY ROZDZIAŁ!! :* <3

Komentujcie <3

K.


poniedziałek, 16 marca 2015

1.32

- Co my tutaj mamy… - ręka Bill’a powoli przebiegła po moim brzuchu, podciągając jednocześnie moją koszulkę do góry. Szarpnęłam dłońmi, które były przymocowane do łańcuchów mając nadzieję, że jakimś cudem się z nich uwolnię. Moje starania na nic. – Byłaś dzisiaj bardzo niegrzeczną dziewczynką, Cassie. Powinienem Cię ukarać – jego oczy rozbłysły w ten tajemniczy sposób.
- Nie… - pokręciłam głową, szamocząc się na wszystkie strony. – Proszę, nie dotykaj mnie…
- Kto powiedział o dotykaniu? Nie zasłużyłaś na moje dłonie na swoim ciele – prychnął lekceważąco, sięgając do tyłu swoją ręką. Z moich ust wyrwał się krzyk, gdy zobaczyłam, że był to ząbkowany nóż.
- Nie… - zaszlochałam wyginając swoje ciało tak, by jak najdalej znaleźć się od noża. – Proszę, zrobię wszystko! – krzyknęłam. Ostry czubek noża znalazł się tuż nad moim pępkiem.
- Na to jest już za późno – i całe ostrze znalazło się w moim brzuchu.


- Nie! – wrzasnęłam, gwałtownie otwierając oczy. Czułam na swoim karku stróżkę potu, która spłynęła mi po plecach. Cała drżałam i nie mogłam tego opanować.
- Cassie? – Niall zatrzymał się na poboczu drogi i wziął mnie w swoje ramiona. – Cassie, wszystko okay? – pokręciłam głową, wybuchając płaczem. – Cholera jasna, nie płacz – szepnął w mój czubek głowy. – Don, poprowadzisz do granicy?
- Jasne – odparła dziewczyna, wysiadając z auta. Natomiast z Niall’em przenieśliśmy się na tyły auta, gdzie mogłam się wygodnie rozłożyć na jego ciele. Dreszcze nie ustępowały. Po chwili ponownie byliśmy w drodze.
- Uspokój się maleńka, nic Ci nie jest – powiedział Niall, szczelnie obejmując mnie swoimi ramionami. Zwinęłam się w kulkę na jego kolanach, a łzy płynęły po mojej twarzy strumieniami. – Cii… Jestem przy Tobie – jego szepty trochę dodawały mi otuchy, ale obrazy z mojego snu nadal tkwiły przed moimi oczami i trudno było mi je odgonić. – Proszę, nie płacz, nienawidzę gdy płaczesz – odparł słabym głosem głaszcząc moje ciało dłońmi. Przepływało przez nie ciepło, które mnie uspokajało. – Wdech i wydech skarbie, wtedy wszystko będzie okay – Niall chwycił moją twarz i razem wykonywaliśmy tą czynność. Jego oczy nie pozwalały mi choć na chwilę oderwać od niego wzroku, co było proste, bo za każdym razem gdy spoglądałam w jego oczy, nie byłam w stanie już zwracać uwagi na nic innego. Bałam się, że to uczucie po gwałcie… po prostu zniknie. Lecz bałam się nadal. Przed czym? Przed tym, że i on mnie skrzywdzi. Nie mogłabym znieść tego bólu po raz kolejny…

Ale Niall mnie kochał i nie zrobi mi tego… prawda?

***

- Mała – usłyszałam cichy szept. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się wokół siebie. Nadal byliśmy w aucie. – Musimy wysiąść, chłopacy powinni być lada po nas lada moment.
- Tak mi tutaj dobrze – mruknęłam, wtulając się policzkiem w jego tors. Jego cichy śmiech obił mi się o uszy i od razu polepszył mi się humor.
- No cóż, my musimy z tego auta jakoś wyjść – stwierdził. Jakimś cudem udało mu się mnie nie puszczać i opuścił pojazd. Na swojej skórze poczułam zimne powietrze, na co moje ciało zareagowało chwilowymi dreszczami. – Niedługo będziemy w domu – odparł, całując mnie we włosy.
- Dlaczego nie możemy zostać w aucie? – spytałam cicho.
- Musimy się pozbyć tego auta, a tym zajmą się już chłopacy – powiedział.
- Och, w porządku – mruknęłam, wtulając głowę w jego tors. – Jak się z nimi skontaktowaliście?
- Na którejś ze stacji. Powinni być lada chwila.
 - Ja marzę tylko o tym by położyć się w swoim łóżku i nigdy z niego nie wychodzić… Przynajmniej dopóki nie odeśpię tych wszystkich godzin.
- Nie tylko ty – Niall westchnął i wytężył wzrok. – Przyjechali – oznajmił, a w jego głosie usłyszałam ulgę. Uśmiechnęłam się lekko na myśl, że w końcu znajdę się w domu.
Czarne auto podjechało naprzeciwko naszego i wysiadło z niego czwórka chłopaków, a na ich widok uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, na chwilę zapominając o tych wszystkich zdarzeniach.
- Nawet nie wiecie, jak dobrze was w końcu widzieć – powiedział Harry, a w jego głosie mogłam się dosłyszeć nieskrywaną radość. W końcu jego wzrok spoczął na mnie i mimo woli się skrzywił. – O cholera, to nie wygląda dobrze.
- Dzięki za pocieszenie – odparłam słabym głosem.
- Porozmawiamy o tym w domu, teraz się zwijajmy…
- Kim jesteś? – raptownie odezwał się Zayn, patrząc w zupełnie inną stronę. Teraz Donatella była w centrum uwagi. Don przygryzła nerwowo wargę i zmierzyła każdego po kolei wzrokiem.
- Jestem Donatella, przyjaciółka Niall’a z dzieciństwa – powiedziała, a mi opadła szczęka. Oni się przyjaźnili?! I ja nic o tym nie wiedziałam?!
- Niall nie wspominał nam nic o Tobie – stwierdził Zayn, nie ukrywając swojej podejrzliwości.
- Nie wszystko muszę wam mówić – warknął Niall idąc ze mną do auta. – Ale Don jedzie z nami! – krzyknął, gdy pozostali zostali za naszymi plecami.
- Znacie się? – zapytałam z lekkim rozbawieniem.
- Nie za dobrze, ale tak – rzekł, otwierając drzwi od czarnego Range Rover’a i położył mnie na tylnych siedzeniach. Chwilę później do mnie dołączył i ułożył na swoich kolanach. – Śpij maleńka, potrzebujesz wypoczynku.
- A ty? – spojrzałam na niego zamglonymi oczami.
- O mnie się nie martw – uśmiechnął się lekko i pocałował krótko. – Śpij.
Nie musiał mi tego po raz kolejny powtarzać i po kilku minutach przeniosłam się do miejsca, w którym poczułam się bezpiecznie i mogłam nareszcie wypocząć.

***

Obudziłam się nareszcie wypoczęta i w pełni świadoma. Przekręciłam się lekko i otworzyłam oczy, napotykając na wpół przytomną twarz mojego chłopaka, który mi się przyglądał. Uśmiechnęłam się lekko i przytuliłam do jego klatki piersiowej.
- Dzień dobry, maleńka – szepnął, muskając ustami moją skroń. – Jak się czujesz?
- Dużo lepiej – stwierdziłam, wsłuchując się w miarowe bicie jego serca. Przyjemnie było słuchać ten dźwięk. Był melodią dla moich uszu. – Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłam za Twoim dotykiem – szepnęłam w jego męską pierś.
- Och maleńka, nawet nie wiesz jak bardzo mi Cię brakowało – odparł ze słyszalnym bólem w głosie. – Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem rozpierdolić ten pieprzony łeb Billa po tym…
- Niall – przerwałam mu ostro, kręcąc głową. Nawet nie wiem kiedy, ale poczułam, jak moje oczy wypełniają się łzami. – Nie mówmy o tym, proszę.
- Wiesz, że musimy o tym porozmawiać – powiedział uparcie.
- Ja nie chcę Niall – pokręciłam głową. – Teraz chcę wyjść na prostą… Chcę zapomnieć o jego twarzy i o tym co mi zrobił…
- Chcę Ci pomóc, kochanie – Niall usiadł i chwycił moją twarz w swoje obie dłonie, przez co również byłam zmuszona się podnieść. – Chcę cierpieć razem z Tobą i pomóc Ci zapomnieć… Poradzimy sobie.
- Nie rozumiesz Niall… ja nie chcę pomocy, muszę to przetrawić – mruknęłam. – Póki co boję się.
- Czego? – Niall podniósł mój podbródek, gdy opuściłam głowę. Jego tęczówki były dziwnie szkliste.
- Niall, ty płaczesz? – zapytałam zdziwiona.
- Płaczę, bo nie mogę patrzeć na Twój ból – rzekł drżącym głosem, a z pomiędzy jego ust wydobył się szloch. Wtedy kompletnie mnie dobił. Wybuchłam płaczem, a on przyciągnął mnie do siebie, pozwalając mi się wypłakać. Objęłam go rękoma i tkwiłam w tej pozycji przez długi czas. Słyszałam, jak Niall pochlipuje pod nosem i szczerze? To podłamało mnie na duchu.

Doprowadziłam Niall’a do płaczu… Dla innych może wydawać się to śmieszne, nie do uwierzenia, ale on do cholery płakał, bo ja cierpiałam… Nigdy nie widziałam mężczyzny, który płacze, a szczególnie Niall. Nie chciałam by płakał akurat z mojego powodu.
- Potrzebuję Cię Niall – szepnęłam, odrywając się od jego klatki. Spojrzałam w jego oczy. Były całe zapłakane. Z cichym śmiechem starłam je małymi całusami.
- Masz mnie, Cassie, na zawsze – powiedział.
- Zawsze zawsze? – parsknęłam śmiechem. On również to uczynił.
- Zawsze zawsze – potwierdził i delikatnie złączył nasze usta w jedność. Z początku poczułam coś, czego nigdy nie doświadczyłam podczas pocałunku z Niall’em… Między nami nie było już żadnej bariery… Mogliśmy być w końcu w pełni szczęśliwi. Odseparowanie nas na kilka dni podczas porwania utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie mogę wytrzymać bez niego nawet dnia. Był dla mnie stworzony. Może i nasz początek był kiepski, ale to finisz zawsze bierze się pod uwagę.
- Tak bardzo chciałbym Cię teraz kochać, Cassie… Ale nie chcę przynieść Ci bólu – odparł Niall, przerywając nasz pocałunek, bacznie obserwując moją reakcję. W duchu cała się spięłam, lecz próbowałam wysyłać do swojego umysłu, że nic mi nie będzie. Przecież Niall nie mógł mnie skrzywdzić… chyba.
- Kochaj mnie, Niall – rzekłam, ponownie go całując, wkładając w to więcej pasji. Niall przyciągnął mnie do siebie mocniej i położył na plecach. Przygryzając jego dolną wargę, pozbyłam się jego bokserek. Przejechałam dłońmi po jego plecach. Biło od niego ogromne ciepło. Był gorący i przede wszystkim mój.
- Jesteś tego pewna? – spytał mnie, gdy już jego ręce zamierzały pozbyć się mojej bluzy. Pokiwałam sztywno głową unosząc ręce do góry, by ułatwić mu rozebranie mnie. Po chwili moja bluzka, leginsy i skarpetki leżały na ziemi. Niall odgarnął z nas kołdrę i podniósł się odrobinę do góry, by obejrzeć moje ciało. Nie spuszczałam wzroku z jego twarzy. Uniosłam swoją prawą rękę i przyłożyłam dłoń do jego policzka. Niall spojrzał w moje oczy i posłał mi uśmiech, przez który zaczęłam się w nim zakochiwać na nowo. – Kocham Cię, Cassie, najmocniej na świecie – mruknął, a moje serce zakołatało w przyjemny sposób. – Gdy będzie Ci nieprzyjemnie… każ mi natychmiast przestać.
- Poradzę sobie – szepnęłam, niepewnie rozkładając nogi na boki. Niall chwycił je i obwiązał sobie nimi tułów. Odetchnęłam głęboko gdy poczułam, jak męskość Niall’a obija się o moje uda.
- Zrobimy to bez pośpiechu – odparł, pochylając się nade mną. Muskając ustami delikatnie moją twarz, poczułam jak jego główka powoli wchodzi we mnie. Reaguję jękiem, na co Niall automatycznie się zatrzymuje. – Wszystko w porządku? – zapytał, a w jego oczach dostrzegłam rosnący niepokój i wahanie.
- Tak – skinęłam głową, zaciskając palce w dole jego pleców. Niall uchwycił moje usta w całusie, jednocześnie wbijając się we mnie po samą nasadę. Zachłysnęłam się powietrzem, czując coś błogiego i niesamowitego. Myślałam, że poczuję ogromny ból, od razu zaczną mnie napastować złe obrazy z gwałtu… lecz nic takiego się nie stało.
- Ty też to czujesz? – głos Niall’a był zduszony.
- Tak – odparłam, gryząc jego dolną wargę. Niall jęknął gardłowo i przyśpieszył. Sapnęłam przez rosnące skurcze podniecenia w moim podbrzuszu. Zacisnęłam mocniej nogi na jego biodrach, pogłębiając pocałunek i wychodząc ruchami mu naprzeciw.
- Tak mi w Tobie dobrze, maleńka… - wymruczał w moje usta, przeistaczając swoje tempo do najszybszego.
- Niall… - jęknęłam głośno, gdy uderzał precyzyjnie w mój czuły punkt.
- Cholera, nie mamy gumki – zamarłam pod nim. Niall natomiast nie przestawał się ruszać.
- Ryzykujemy? – uniosłam zagadkowo brwi.
- Ryzyko to moje drugie imię – Niall uśmiechnął się złośliwie i natarł na mnie, co spowodowało u mnie krzyk rozkoszy i natychmiastowy szczyt. Zacisnęłam się członku Niall’a, a orgazm przebił się przez moje ciało niczym sztorm.
- Cassie! – krzyknął i poczułam jak jego członek wrze we mnie, po czym wylewa swoje nasienie. Moja głowa opadła na poduszkę, a wargi rozciągnęły w uśmiechu.
- Tego mi właśnie brakowało – wzięłam głęboki wdech i ze śmiechem go wypuściłam. Niall spojrzał na mnie z troską.
- Tęskniłem za Tobą – oświadczył.
- Ja też, Niall.

***

- Chyba czas już zejść do reszty, co? – spytałam Niall’a, zakańczając nasz enty pocałunek tego dnia. Praktycznie całe przed południe spędziliśmy w łóżku. Nie powiem, podobało mi się, ale robiłam się cholernie głodna.
- No, przydałoby się coś zjeść, czyż nie? – pokiwałam głową, wtulając twarz w jego szyję. – Dziękuję – odparł znienacka.
- Co? – spojrzałam na niego zdziwiona.
- Dziękuję Ci, że mi zaufałaś – powiedział, składając krótki i czuły całus na moich wargach. – Wiem, że to było dla Ciebie trudne po tym co Ci zrobił Bill…
- Zapomnijmy o nim, Niall – rzekłam cicho.
- Nie potrafię, dopóki ten chuj żyje – warknął. Pogłaskałam go uspokajająco po torsie. – Gdy tylko napatoczy się pod moje ręce, będzie cierpiał milion razy gorzej od Ciebie.
- Nie zmienisz przeszłości Niall… trzeba to przeboleć i iść dalej.
- Nie potrafię Cassie…
- Uda nam się – przerwałam mu, posyłając pokrzepiający uśmiech.
- Wiem – westchnął, cmokając mnie po raz kolejny w wargi. – Chodźmy na dół.
Kilka chwil później byliśmy już ubrani i ramię w ramię zeszliśmy do pozostałych. O dziwo wszyscy mieli śmiertelnie poważne miny, nawet Donatella, która w zwyczaju zawsze chodziła uśmiechnięta. I przede wszystkim : kogoś brakowało w salonie.
- Gdzie jest Harry? – zapytałam, biorąc dłoń Niall’a i mocno ją ściskając.
- Dostaliśmy przed chwilą telefon ze szpitala – oświadczył Zayn, patrząc na nas ponuro.
- Coś się stało Harremu? – mój głos był przesiąknięty przejęciem. Czy Harry miał wypadek?
- Nic mu nie jest, choć draniowi nie wierzę… - parsknął mulat. – Auto, którym jechał, a wy wcześniej w połowie drogi wybuchło.

- Wybuchło? – wydukałam. 



******************************
Małe Bum! :D XD Co wy na to? Spodziewaliście się tego? Czy z Harrym będzie wszystko w porządku? 


42 komentarze = NOWY ROZDZIAŁ!! * <3

Komentujcie <3

K.

niedziela, 22 lutego 2015

1.31

Minęło kilka godzin odkąd to się stało. Nie wiedziałam, że przez taki krótki okres czasu można znienawidzić siebie i swoje ciało. Nie mogłam na nie patrzeć.

Zgwałcono Cię, podła szmato.

Zasłużyłaś na to.

Już nikt nigdy Cię nie dotknie.

- Spierdalaj z mojej głowy! – wrzasnęłam, chwytając się za włosy i niemal je wyrywając z frustracji, która z minuty na minuty nasilała się. Wybuchłam gromkim płaczem, po chwili okładając pięściami ścianę.
- Cassie… - cichy dziewczęcy głos spowodował, że zamarłam w miejscu. Odwróciłam się w stronę Donatelli cała podenerwowana i we łzach. Jej oczy również błyszczały wilgocią. – Wszystko będzie dobrze – pocieszyła mnie, delikatnie pocierając dłonią moje plecy. Zepchnęłam ją z siebie, lecz ona nieustępliwie to robiła, aż w końcu się poddałam.

Ona nie zrobi Ci krzywdy. Ona jest tą dobrą.

- Dowiódł swego Cassie, już Cię nie dotknie – powiedziała cicho.
- On w ogóle nie miał prawa mnie dotykać – odparłam bezpłciowo, patrząc w białą poduszkę.
- Wiem, skarbie, wiem… - westchnęła. – Nie możesz się poddać. Musisz myśleć o Niall’u.
- On też mnie wkrótce skrzywdzi. Przez Bill’a mnie nie dotknie, nigdy więcej nie pocałuje… - mój głos zaczął się stopniowo łamać, aż w końcu szloch odebrał mi jakąkolwiek zdolność mowy.
- On Cię kocha, Cassie, on nie jest Bill’em – poczułam jak jej ramiona otulają mnie lekko. Wtuliłam się w nią mocno, płacząc jeszcze mocniej, niż chwilę temu. – Musisz być silna dla Niall’a. Zobaczysz, że wszystko potem obróci się na Twoją korzyść, a Bill zginie.
- Sama zabije chuja własnymi rękoma! – krzyknęłam płaczliwie.
- Cśś… - uciszyła mnie Don, uspokajającym głosem. – Niall Ci pomoże, ja również. Uda nam się to przetrwać, zobaczysz – jej dłoń pogłaskała mnie po włosach.
- Musimy stąd uciec… ja tutaj nie wyrobię Don… - wychlipałam.
- Już niedługo.

W pewnym momencie ktoś wszedł do pokoju. Odwróciłyśmy się z Don jak oparzone w tamtym kierunku. Stał tam Niall… Mój Niall… który trzymał pistolet tuż przy jego skroni. Zastygłam w bezruchu.
- Powiedz mi Timmy, jak mogę się stąd wydostać? – zapytał groźnym głosem mężczyznę, trzymając palec na spuście. Facet bał się. Cholera, mało powiedziane : był przerażony!
- Tylnym wyjściem przez kuchnię – powiedział drżącym głosem, zerkając to na mnie to na Don nerwowo.
- Gdzie macie broń? – mężczyzna skinieniem głowy pokazał szafę, która mieściła się niedaleko łóżka, na którym byłam z Don. Na twarzy Niall’a pojawił się uśmiech. – Na drugi raz pamiętaj Timmy, że Niall’a Horana do cholery się nie więzi – i nacisnął za spust. Krzyknęłam razem z Don widząc jak krew rozbryzguje się wokół mężczyzny. Niall puścił go i ten z łoskotem upadł na podłogę, całkowicie nieruchomy. Nie żył. – Drogie Panie, nie mamy wiele czasu. Spadamy stąd – Niall posłał nam gorzki uśmiech. – Otwieraj szybko szafę Donatella – rzucił stanowczo, zamykając za sobą drzwi na zamek. Teraz już nic mi nie groziło. Był ze mną Niall. „On nas uratuje…” mój umysł powtarzał to jak mantrę. Donatella pognała do szafy, otwierając ją. Na ziemię spadła masa broni : noże, karabiny, colty… Zrobiło mi się słabo.

Wtedy spojrzał na mnie. Jego wzrok automatycznie stał się łagodny, a po jego alter ego nie było nawet śladu. Nie wiedziałam jak się zachować… Czy będzie mnie jeszcze kiedykolwiek chciał po tym, co zobaczył?
- Cassie – wyszeptał, idąc powoli w moją stronę. Napięłam się, co zauważył i przystanął na chwilę. – Nic Ci nie zrobię, maleńka – Niall rzucił broń na ziemię i pokazał swoje ręce. – To ja, nie on – dodał pewniej i głośniej. Nie spuszczałam z niego wzroku.

To jest Niall, nie on. On Ci nie zrobi krzywdy.

- Niall – zaszlochałam, wstając z łóżka i pobiegłam w jego stronę. Niemal od razu chwycił mnie w ramiona, a jego ręce oplotły mnie wokół talii. Jego dotyk był… inny. Nie czułam obrzydzenia. To był mój Niall. Dotykiem wyrażał swoją miłość do mnie.
- Boże, za wszystko Cię przepraszam… Już nigdy nie pozwolę, by stała Ci się krzywda – odparł niskim głosem, spoglądając na mnie. – Jak się czujesz?
- Teraz już lepiej – uśmiechnęłam się przez łzy. Również to uczynił i musnął moje czoło ustami. – Kocham Cię, Niall.
- Ja Ciebie też, aniołku – szepnął.
- Przepraszam, nie chciałabym wam przerywać, ale do cholery, musimy się stąd wydostać! – miłosną sielankę przerwał nam głos Donatelli. Oboje spojrzeliśmy na nią. Przyglądała się nam z szerokim uśmiechem. – Miłość swoją drogą, przyjdzie na to czas, ale nie wiem jak wy, ja do jasnej kurwy chcę opuścić to miejsce raz na zawsze.
- Dobra myśl – mruknęłam.

W ciągu kilku minut każde z nas było już uzbrojone od stóp po głowę w broń i w kamizelki kuloodporne. Byliśmy gotowi do ucieczki.
- Nie rozdzielamy się, moje Panie. Idziecie za mną i kryjecie tyły, a ja rozwalam wszystko co się poruszy, jasne? – posłusznie pokiwałyśmy głowami, trzymając przy sobie kurczowo karabiny.
- Mamy jedną szansę, do drugiej już nie dożyjemy – powiedziała Donatella, obojętnie zerkając na martwego mężczyznę w kałuży krwi. Ja nie mogłam. Nie byłam w stanie. – Do Londynu długa droga.
- Pomyślałem o tym już wcześniej – Niall wyjął ze swojej kieszeni nieznajome kluczyki i portfel. – Ten tuman miał wszystko przy sobie jak na tacy.
- Tu mieszkają same debile, więc co się dziwić – warknęła Don, wywracając oczami. – Wychodzimy? – zerknęła na nas.
- No wyboru już nie mamy – westchnął Niall zręcznie przekręcając zamek w drzwiach i otworzył je. – Ruszamy! – krzyknął.

Cała nasza trójka wybiegła z pokoju. Niall od razu ruszył na przód po cichu, będąc niczym zwierzę przygotowujące się do ataku. Takiego go poznałam i taki właśnie mnie pociągał. Na piętrze nie napatoczyliśmy się na nikogo. Było to aż za dziwne, gdyż… po prostu coś było nie tak. Musieli usłyszeć wystrzał, gdy Niall zabijał tego mężczyznę. Musiało się to im obić o uszy.

W ciągu minuty znaleźliśmy się na dole. Strach krążył w moich żyłach, zmieszany z rosnącą adrenaliną. Choć moje dłonie trzęsły się, ściskały mocno broń i w stanie konieczności byłam gotowa strzelić. Szczególnie do Bill’a.
- Nie ma tu kamer? – zapytał Niall Donatellę. Ta pokręciła głową.
- Tylko w niektórych pokojach, Bill nie chciał ich w całej posesji – szepnęła. W końcu dotarliśmy do schodów, po których cicho zeszliśmy. – Pewnie ich nie ma.
- Jak to nie ma? – zapytałam zdziwiona, rozglądając się wokół siebie. Było pusto i bardzo cicho.
- Czasami jadą do domów publicznych, by szukać nowych zdobyczy. Dzisiaj musiał być ten dzień – uśmiechnęła się.
- Niech się nimi udławią – syknęłam.
- Nikogo nie ma, zwiewamy – oznajmił Niall. Przeszliśmy do kuchni, gdzie nie było już tak zupełnie cicho.
- Posłuchajcie – powiedziałam i wszyscy ucichliśmy. Miałam rację. Skądś było słychać tykanie. Moje serce przyśpieszyło. Wsłuchując się bardziej znalazłam miejsce, z którego ono dochodziło. Otworzyłam prędko lodówkę.

- Kurwa mać! – wrzasnął Niall, wpatrując się wściekle w bombę, która wskazywała półtorej minuty do wybuchu. – Spierdalamy! – Niall podbiegł do kuchennych drzwi, które okazały się zamknięte. Spojrzałam przerażona na Don. – Musimy uciec głównymi, za mną – rozkazał Niall. Puściliśmy się biegiem przez budynek. Niall kopniakiem wyważył główne drzwi, które również okazały się zamknięte i niemal tempem zawodowych biegaczy sunęliśmy wzdłuż trawnika do jedynego auta, które stało kilkanaście metrów przed nami. To była scena niczym z filmu o Bondzie, lecz to nie był, a cholerne życie!

Gdy tylko dobiegliśmy Niall otworzył auto, a ja z Don wpakowałyśmy się do środka, Niall chwilę później zasiadł za kierownicą. Włożył kluczyki do stacyjki i odpalił auto dopiero za drugim razem. Niall nacisnął pedał gazu i ruszyliśmy. Gdy byliśmy już z kilometr za posesją Bill’a, rozległ się głośny huk. Bomba wybuchła.

A ja wtedy dopiero odetchnęłam z ulgą, nawet nie zerkając na tamto miejsce. Było moim przekleństwem.

- Mówiłaś, że nie uda się nam uciec – spojrzałam na Don, która zaśmiała się dźwięcznie.
- Kłamałam.
- Gdzie my w ogóle jesteśmy? – zapytał Niall, zerkając na dziewczynę w lusterku.
- W na obrzeżach Amsterdamu.
- Serio? – wybałuszyłam na nią oczy. – Na Holandię to mi nie wygląda – Don tylko wzruszyła ramionami i spojrzała na widok za oknem, uśmiechając się delikatnie. Również to uczyniłam, opierając czoło o szybę. Wtedy dopiero odczułam jak bardzo zmęczona byłam, głodna i wyczerpana psychicznie.
- Hej – poczułam ciepłą dłoń Niall’a na swojej. Popatrzyłam na niego spod przymkniętych powiek. – Wszystko w porządku? – spytał. Wiedziałam o co mu chodzi. Pokręciłam głową, ściskając jego palce swoimi.
- Potrzebuję Cię, Niall – szepnęłam.
- Już nigdy Cię nie opuszczę. Przejdziemy przez to razem – przyrzekł.
- Wierzę Ci – mruknęłam, nie spuszczając wzroku z jego twarzy.

Teraz musiałam wrócić do rzeczywistości.

***
 - Poniekąd nasza sprawa jest zakończona. Dla Bill’a nie żyjemy – stwierdziłam, gdy Don z Niall’em pozbywała się broni, wrzucając je do pobliskiej rzeki. Ja zostałam w aucie i obserwowałam wszystko z boku.
- Myślisz, że tak łatwo w to uwierzy? – Don spojrzała na mnie pytająco, wrzucając ostatni karabin do wody. – Samochód, który stał pod posesją zniknął.
- Przecież ten Timmy mógł zwiać, a po wybuchu z naszych ciał by i tak nic nie zostało…
- Bill mógł to tak samo wszystko zaplanować – wtrącił się w moją wypowiedź Niall, wracając na miejsce kierowcy, a Don na tylne siedzenia i po minucie znowu byliśmy w drodze. – Dziwnym trafem bomba znalazła się w lodówce, ten typ mnie rozwiązał… choć i tak bym to zrobił bo czułem, że coś się święci.
- Nie roztrząsajmy już tego. Jesteśmy wolni i wracajmy do Londynu – odparłam, rozkładając się wygodnie na fotelu, niemal zwijając się na nim w kłębek.
- Prześpij się maleńka – dłoń Niall’a pogłaskała mnie po włosach. – Należy Ci się trochę odpoczynku.
- Tobie również – szepnęłam. – Czy oni Ci coś…
- Nie – pokręcił głową. – Nawet dali mi coś do żarcia…
- Ale? – mruknęłam.
- Pokazywali mi urywki tego, jak Cię katowali – jego dłonie mocniej zacisnęły się mocniej na kierownicy. Zadrżałam na to wspomnienie. – Potem słyszałem plany co mnie z Tobą zrobić… Nie mogłem tego znieść… Nie mogłem znieść tego, że miałem związane ręce i musiałem na to wszystko patrzeć tak bezczynnie… To mnie zabiło od środka – do moich oczu napłynęły łzy, lecz odgoniłam je szybkimi mrugnięciami.
- Jak się uwolniłeś? – spytałam cicho.
- Powiedziałem temu Timmy’iemu, że chce mi się do łazienki i debil rozwiązał mnie z łańcuchów – parsknął śmiechem. – No i reszta poszła gładko. Teraz jest czas by wrócić do domu.
- Tak – zmusiłam się do lekkiego uśmiechu.


Lecz czy po powrocie do niego, wszystko będzie takie same?


*******************************
W końcu wolni! Ale czy właśnie : wszystko wróci do normy? 


35 komentarzy = NOWY ROZDZIAŁ!! :* <3

Komentujcie <3

K.

niedziela, 15 lutego 2015

1.30

Czekałam. Tylko tyle mi zostało, bo… innego wyjścia nie miałam.
Minął dzień… lub dwa. Nie przychodzili po mnie. Donatella pomagała mi dojść do siebie, karmiła mnie, bym się nie odwodniła. Rany nie goiły się tak szybko i przez siniaki oraz opuchnięte kończymy, moje ruchy były ograniczone.
Kompletnie nie wiedziałam, gdzie się znajduję, kim byli Ci goście… gdzie podziewał się Niall. Wiedziałam, że był w tym samym budynku co ja, ale… mój Boże, czy on jeszcze żył?
- Wiesz coś na temat… chłopaka, którego porwali razem ze mną? – zapytałam Donatellę, podczas trzeciego dnia porwania. Każdego poranka zaczynałam dzień tym pytaniem. Bałam się o Niall’a. Gdyby ktoś zrobił mi krzywdę… Nie, nie mogę o tym myśleć. Muszę przeżyć najgorsze, może dopiero wtedy pozwolą mi się z nim zobaczyć.
- Dzisiaj widziałam jak jakiś blondyn pobił się z Patrick’iem… Zakładam, że chodziło o Ciebie, bo kilka razy padło tam Twoje imię – odparła, powoli wybudzając się ze snu. Ona leżała na łóżku po drugiej stronie pokoju, a ja naprzeciwko niej. Spędzałam w nich większość dnia, oprócz kilku minut, które poświęcałam na rozchodzenie zdrętwiałych od leżenia kończyn. Czułam się jak zwierzę w klatce. Nie mogłam wyjść z pokoju, a gdybym to zrobiła, krwi by nie zabrakło.
- Mam nadzieję, że nic mu się nie stało – powiedziałam cicho, podnosząc się delikatnie do góry na łokciach.
- To Twój chłopak? – pokiwałam głową. – Ten Niall Horan? Nie przeszkadza Ci jego przeszłość związana z…
- Sama mieszkałam w domu dla prostytutek – uśmiechnęłam się słabo. Wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Czy ty z tymi kolesiami… - pokazała coś dziwnie rękoma, ale ja oczywiście wiedziałam o co chodzi.
- Nie – pokręciłam przecząco głową. – To Niall… pozbył się mojego dziewictwa.
- Jaki jest w łóżku? – zapytała ponownie, a na jej twarzy zauważyłam szeroki uśmiech. Również nie mogłam się powstrzymać, by tego nie zrobić.
- Nieokiełznany – zaśmiałyśmy się głośno.
- Dziki?
- O tak – przytaknęłam rozbawiona.
- Ta dziwka już nie śpi – za drzwiami usłyszałam dobrze znany mi głos Bill’a. Po moim ciele przeszły ciarki i spojrzałam spanikowana na Donatellę. Ta równie była przestraszona jak ja i szybko wyskoczyła z łóżka. Zrobiłam to samo. Po chwili z hukiem do pokoju wpadł Bill, ubrany w czarny podkoszulek i starte dżinsy. Po jego minie widziałam, że był wściekły. – Donatella, wyglądasz bardzo niestosownie w tej koszulce nocnej – skarcił ją, mierząc wzrokiem. Faktycznie, może i Don nie miała na sobie normalnej piżamy, ale nie odsłaniała tyle, by mógł się jej przyczepić. Don spuściła wzrok na swoje dłonie, wyraźnie zmieszana. – Muszę pogadać z Patrickiem. Moja siostra nie będzie pałętała się przed nim w takiej szmacie.
- To ja noszę, nie ty – odparła cicho, zerkając na niego niepewnie. Boże, jak ona się go bała!
- Pozwalałem Ci się odzywać?! – warknął, a ona pokręciła głową. – Odpowiedz! – krzyknął.
- Nie – mruknęła.
- Super, w końcu się rozumiemy – westchnął zirytowany i przeniósł swój ciemny wzrok na mnie. – No, w końcu mogę spojrzeć na Twoją twarz i nie krzywić się przy tym – Bill uśmiechnął się drwiąco.
- Zabawne – prychnęłam.
- Zobaczymy, czy zaraz będzie tak zabawnie – jego błysk w oczach mnie zaniepokoił i spowodowało to, że zaczęłam stawiać małe kroczki do tyłu. Na parapecie leżał kij bejsbolowy. To się mogło przydać, a plan ucieczki udać, gdyby oprócz Billa nie było tutaj więcej sadystycznych typów. – Maleńka Cassie się mnie boi?
- Wydaje Ci się. Z gorszymi skurwielami miałam do czynienia – syknęłam, napotykając na swej drodze parapet. Dyskretnie dłońmi chwycił kij za rękojeść i mocno zacisnęłam na niej palce.
- Zaraz zobaczymy – i przyśpieszył kroku, a ja spanikowana podniosłam kij i zamachnęłam się nim, uderzając nim Billa prosto w głowę. Od razu puściłam się biegiem, gdyż Bill upadł na ziemię, mocno trzymając się za głowę. Opuściłam pokój nerwowo ściskając kij, jako narzędzia do obrony. Słyszałam jego wrzaski i krzyki Donatelli, ale ja byłam niczym rozjuszony byk po zobaczeniu czerwonego koloru. Chciałam uciec.
Lecz najpierw trzeba było znaleźć mojego chłopaka.
- Niall?! – wydarłam się, biegając po korytarzach, o dziwo przez nikogo nie goniona. Sprawdzałam każdy pokój, wołając imię Horana. Nie dostawałam odpowiedzi. – Niall?! Gdzie jesteś?!
- Cassie! – jego głos wydobył się zza któryś drzwi. Nie byłam w stanie stwierdzić, których. Usłyszenie jego głosu przyniosło mi niemałą ulgę.
- Niall! – dopadłam pierwsze lepsze drzwi i wpadłam z impetem do środka.
Niall… był cały i zdrowy. Był tylko bardzo zmęczony. Pod jego oczyma widniały duże wory. Był przywiązany do krzesła sznurami. On żył… Nic mu nie było.
- Co oni Ci do kurwy zrobili? – warknął, z przejęciem obserwując moją twarz.
- To nie jest ważne! Musimy się stąd wydostać – mówię, zamykając za sobą drzwi. Nie miały one zasuwki ani kluczyka, by można było je zamknąć. – Cholera – przeklęłam.
- Nie mamy dużo czasu – stwierdził, wiercąc się na krześle, by rozluźnić uścisk lin na nadgarstkach.
- Będzie po mnie jeśli mnie tu znajdą – jęknęłam, podbiegając do Niall’a, pomagając rozwiązać liny. Okazało się to trudniejsze, bo wszystko było związane na pogmatwane supły.
- Jak się wydostałaś? Myślałem, że gdzieś Cię trzymają i oni Cię… - nie musiał dokańczać.
- Czasami wiem, kiedy używać kija – wymusiłam bez szczelny uśmiech.
- Musisz stąd uciekać, Cassie – odparł Niall poważnie.
- Nie zostawię Cię tutaj. Trafiłeś tu przeze mnie – parsknęłam, szarpiąc się z linami. – Co za pieprzone gówno! – krzyknęłam, czując jak w moich oczach zbierają się łzy frustracji.
- Uciekaj Cassie. Poradzę sobie! – naciskał uporczywie.
- Niall, przestań gadać! – burknęłam i w tym samym momencie drzwi od pokoju uderzyły z hukiem o ścianę. Odskoczyłam od Niall’a z krzykiem. Bill, który stał w wejściu mierzył mnie płonąco wściekłym wzrokiem, zaciskając dłonie w pięści tak mocno, że pobielały mu kłykcie.
- Wiedziałem, że ta dziwka Cię znajdzie – prychnął, idąc w moją stronę, cały purpurowy na twarzy. Był wściekły. Sparaliżowało mnie. Nie mogłam się ruszyć. Moje kończyny odmówiły mi posłuszeństwa. Gdy w końcu odzyskałam tą możliwość zostałam mocno uderzona przez Bill’a i upadłam na podłogę, waląc o nią swoją głową. Zajęczałam czołgając się w stronę wyjścia, czując paraliżujący ból wzdłuż twarzy po zderzeniu z jego pięścią. – Gdzie się kurwa wybierasz?! – wykrzyknął, doganiając mnie bez trudu. Pociągnął mnie za nogi, przez co drzwi oddaliły się ode mnie na dobre pół metra. Nie minęła chwila, a on siedział na moim tułowiu, odbierając mi zdolność do poruszenia się. – Chciałem być dla Ciebie miły, zrezygnować z całkowicie z poprzednich zamiarów, a ja za to dostaję kijem po głowie? Czy Horan nie nauczył Cię, że faceci w naszym środowisku nie cackają się z takimi lalkami jak ty?
- Spierdalaj – splunęłam na niego swoją śliną, na co warknął zniesmaczony. Wytarł swoją twarzą wolną rękę, gdy drugą przeniósł na moją szyję, lekko mnie przyduszając. Zadławiłam się powietrzem, czując jak w jednej chwili robi mi się strasznie gorąco. Niall za mną krzyczał, niemal wychodził z siebie, by wydostać się spod więzów. Ja z całej siły próbowałam chwycić cenne powietrze do swoich płuc. Biłam go w klatkę piersiową rękoma, wierzgałam się pod nim, mając skrytą nadzieję, że go w końcu uderzę… ale on był jak z żelaza. Nie mogłam nijak go z siebie zepchnąć. – Puść mnie – wydusiłam z siebie, wpatrując się w jego twarz.
- Myślisz, że możesz ze mną sobie tak pogrywać? – syknął, puszczając mnie w końcu. Zaczęłam głośno kaszleć, z trudem łapiąc oddech.
- Nie, przepraszam… - wyszlochałam, cała załzawiona patrząc na Niall’a. Nigdy nie widziałam go bardziej zdeterminowanego.
- Teraz zwykłe przepraszam nie wystarczy – zacharczał. Przeniosłam wzrok na Billa, czując w tych słowach jasny jak słońce podtekst.
- Nie… Bill, proszę nie rób mi tego… - pokręciłam przerażona głową, ponownie próbując go zepchnąć z siebie.
- Jaka Ci to różnica? Wielu przede mną Cię przeleciało, więc będę tylko sadystycznym dupkiem, który wypieprzy Cię na oczach Twojego chłoptasia – zaśmiał się szyderczo.
- Ty pojebany skurwielu! – wrzasnął Niall, kipiący złością. – Tylko ją tkniesz!
- No co? Masz związane ręce stary – na jego twarzy pojawił się szeroki i złośliwy uśmiech.
- Kurwa, zostaw ją! – uszy bolały mnie od ich wrzasków. Nie chciałam w tej chwili w ogóle żyć.
- Proszę, Bil… Nie dotykaj mnie – wychlipałam, odpychając z swojego ciała jego ręce, które po nim sunęły.
- Czas pokazać Ci, gdzie jest Twoje miejsce, ty nędzna i podła szmato.
To co się stało… Było jedną z najgorszych rzeczy, jaką doświadczyłam. Ten ból nie równał się z bólem, które wyrządził mi kiedyś Niall. Nawet nie było w gramie tak duże, jak właśnie to… Bill gwałcił i bił mnie na oczach Niall’a. Nie mogłam spojrzeć na blondyna. To jak on się ze mnie wsuwał i wysuwał w ostrym tempie… to tak bolało! Czułam jak moja kobiecość cierpi przez tego skurwysyna z każdym jego pchnięciem. Nie miałam siły ruszyć żadną kończyną, choćby palcami. Byłam wykończona fizycznie i psychicznie.
- Dajesz maleńka, pokaż na co Cię stać – jęknął do mojego ucha, uderzając we mnie jak ciężarówka. Zapłakałam głośno, robiąc wszystko by się wydostać. Jego dłonie stanowczo trzymały mnie za biodra i niemal je miażdżyły, gdy próbowałam się wyplątać z jego kończyn. Nie byłam w stanie się uwolnić. Bill był za silny. Wtedy po raz pierwszy spojrzałam na Niall’a. Nie potrafiłam określić, jak bardzo wściekły był. Nie mógł nic zrobić… to było najgorsze. On i ja cierpieliśmy. Gdy Bill to… robił, przypomniał mi się dotyk ojca… moja skóra paliła, chciałam się pozbyć tego uczucia. – Cassie, jesteś taka ciasna… - wystękał Bill, wbijając zęby w moją szyję. Krzyknęłam i zaszlochałam przez nieprzyjemne igiełki bólu wzdłuż szyi. Nie mogłam na niego patrzeć. Gdybym mogła, oderwałabym mu za to jaja. To była tortura, z seksu powinno się czerpać przyjemność… A czułam się upokorzona i totalnie poniżona. Bałam się go. Wiedziałam już teraz, że był zdolny do wszystkiego. – Cassie! – ryknął, pieprząc mnie bezlitośnie, dopóki nie doszedł na mój brzuch. Wtedy kompletnie wybuchłam płaczem, odpychając go od siebie. Bill patrzył na mnie otumaniony orgazmem i wykazał się łaską, by mnie ubrać z powrotem w moje ubrania. Zwinęłam się w kłębek, mając ochotę po prostu to wszystko zakończyć. Czułam ból taki, który nigdy mi nie towarzyszył. Wszystko mnie bolało… szczególnie dolne partie. Nie czułam swojej kobiecości. – Twoja dziewczynka jest zajebista, Horan. Już wiem, dlaczego Ci się spodobała.
- Gdy tylko uwolnię swoje ręce, nie będziesz żył – zawarczał Niall, a ja czułam na sobie jego ciepły wzrok. Pierwszy raz mi nie pomógł.
Nie chciałam by na mnie patrzył…

Bałam się, że on też zrobi mi krzywdę. 


******************************************
:( Tylko tyle w temacie :( 

http://www.wattpad.com/story/32846032-angry-zayn-malik-fanfik
Zapraszam! Może ktoś jeszcze pamięta ANGRY :D Teraz będzie ono odświeżone na wattpadzie :D

35 komentarzy = NOWY ROZDZIAŁ!!! :* <3


Komentujcie <3

K.