poniedziałek, 16 marca 2015

1.32

- Co my tutaj mamy… - ręka Bill’a powoli przebiegła po moim brzuchu, podciągając jednocześnie moją koszulkę do góry. Szarpnęłam dłońmi, które były przymocowane do łańcuchów mając nadzieję, że jakimś cudem się z nich uwolnię. Moje starania na nic. – Byłaś dzisiaj bardzo niegrzeczną dziewczynką, Cassie. Powinienem Cię ukarać – jego oczy rozbłysły w ten tajemniczy sposób.
- Nie… - pokręciłam głową, szamocząc się na wszystkie strony. – Proszę, nie dotykaj mnie…
- Kto powiedział o dotykaniu? Nie zasłużyłaś na moje dłonie na swoim ciele – prychnął lekceważąco, sięgając do tyłu swoją ręką. Z moich ust wyrwał się krzyk, gdy zobaczyłam, że był to ząbkowany nóż.
- Nie… - zaszlochałam wyginając swoje ciało tak, by jak najdalej znaleźć się od noża. – Proszę, zrobię wszystko! – krzyknęłam. Ostry czubek noża znalazł się tuż nad moim pępkiem.
- Na to jest już za późno – i całe ostrze znalazło się w moim brzuchu.


- Nie! – wrzasnęłam, gwałtownie otwierając oczy. Czułam na swoim karku stróżkę potu, która spłynęła mi po plecach. Cała drżałam i nie mogłam tego opanować.
- Cassie? – Niall zatrzymał się na poboczu drogi i wziął mnie w swoje ramiona. – Cassie, wszystko okay? – pokręciłam głową, wybuchając płaczem. – Cholera jasna, nie płacz – szepnął w mój czubek głowy. – Don, poprowadzisz do granicy?
- Jasne – odparła dziewczyna, wysiadając z auta. Natomiast z Niall’em przenieśliśmy się na tyły auta, gdzie mogłam się wygodnie rozłożyć na jego ciele. Dreszcze nie ustępowały. Po chwili ponownie byliśmy w drodze.
- Uspokój się maleńka, nic Ci nie jest – powiedział Niall, szczelnie obejmując mnie swoimi ramionami. Zwinęłam się w kulkę na jego kolanach, a łzy płynęły po mojej twarzy strumieniami. – Cii… Jestem przy Tobie – jego szepty trochę dodawały mi otuchy, ale obrazy z mojego snu nadal tkwiły przed moimi oczami i trudno było mi je odgonić. – Proszę, nie płacz, nienawidzę gdy płaczesz – odparł słabym głosem głaszcząc moje ciało dłońmi. Przepływało przez nie ciepło, które mnie uspokajało. – Wdech i wydech skarbie, wtedy wszystko będzie okay – Niall chwycił moją twarz i razem wykonywaliśmy tą czynność. Jego oczy nie pozwalały mi choć na chwilę oderwać od niego wzroku, co było proste, bo za każdym razem gdy spoglądałam w jego oczy, nie byłam w stanie już zwracać uwagi na nic innego. Bałam się, że to uczucie po gwałcie… po prostu zniknie. Lecz bałam się nadal. Przed czym? Przed tym, że i on mnie skrzywdzi. Nie mogłabym znieść tego bólu po raz kolejny…

Ale Niall mnie kochał i nie zrobi mi tego… prawda?

***

- Mała – usłyszałam cichy szept. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się wokół siebie. Nadal byliśmy w aucie. – Musimy wysiąść, chłopacy powinni być lada po nas lada moment.
- Tak mi tutaj dobrze – mruknęłam, wtulając się policzkiem w jego tors. Jego cichy śmiech obił mi się o uszy i od razu polepszył mi się humor.
- No cóż, my musimy z tego auta jakoś wyjść – stwierdził. Jakimś cudem udało mu się mnie nie puszczać i opuścił pojazd. Na swojej skórze poczułam zimne powietrze, na co moje ciało zareagowało chwilowymi dreszczami. – Niedługo będziemy w domu – odparł, całując mnie we włosy.
- Dlaczego nie możemy zostać w aucie? – spytałam cicho.
- Musimy się pozbyć tego auta, a tym zajmą się już chłopacy – powiedział.
- Och, w porządku – mruknęłam, wtulając głowę w jego tors. – Jak się z nimi skontaktowaliście?
- Na którejś ze stacji. Powinni być lada chwila.
 - Ja marzę tylko o tym by położyć się w swoim łóżku i nigdy z niego nie wychodzić… Przynajmniej dopóki nie odeśpię tych wszystkich godzin.
- Nie tylko ty – Niall westchnął i wytężył wzrok. – Przyjechali – oznajmił, a w jego głosie usłyszałam ulgę. Uśmiechnęłam się lekko na myśl, że w końcu znajdę się w domu.
Czarne auto podjechało naprzeciwko naszego i wysiadło z niego czwórka chłopaków, a na ich widok uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, na chwilę zapominając o tych wszystkich zdarzeniach.
- Nawet nie wiecie, jak dobrze was w końcu widzieć – powiedział Harry, a w jego głosie mogłam się dosłyszeć nieskrywaną radość. W końcu jego wzrok spoczął na mnie i mimo woli się skrzywił. – O cholera, to nie wygląda dobrze.
- Dzięki za pocieszenie – odparłam słabym głosem.
- Porozmawiamy o tym w domu, teraz się zwijajmy…
- Kim jesteś? – raptownie odezwał się Zayn, patrząc w zupełnie inną stronę. Teraz Donatella była w centrum uwagi. Don przygryzła nerwowo wargę i zmierzyła każdego po kolei wzrokiem.
- Jestem Donatella, przyjaciółka Niall’a z dzieciństwa – powiedziała, a mi opadła szczęka. Oni się przyjaźnili?! I ja nic o tym nie wiedziałam?!
- Niall nie wspominał nam nic o Tobie – stwierdził Zayn, nie ukrywając swojej podejrzliwości.
- Nie wszystko muszę wam mówić – warknął Niall idąc ze mną do auta. – Ale Don jedzie z nami! – krzyknął, gdy pozostali zostali za naszymi plecami.
- Znacie się? – zapytałam z lekkim rozbawieniem.
- Nie za dobrze, ale tak – rzekł, otwierając drzwi od czarnego Range Rover’a i położył mnie na tylnych siedzeniach. Chwilę później do mnie dołączył i ułożył na swoich kolanach. – Śpij maleńka, potrzebujesz wypoczynku.
- A ty? – spojrzałam na niego zamglonymi oczami.
- O mnie się nie martw – uśmiechnął się lekko i pocałował krótko. – Śpij.
Nie musiał mi tego po raz kolejny powtarzać i po kilku minutach przeniosłam się do miejsca, w którym poczułam się bezpiecznie i mogłam nareszcie wypocząć.

***

Obudziłam się nareszcie wypoczęta i w pełni świadoma. Przekręciłam się lekko i otworzyłam oczy, napotykając na wpół przytomną twarz mojego chłopaka, który mi się przyglądał. Uśmiechnęłam się lekko i przytuliłam do jego klatki piersiowej.
- Dzień dobry, maleńka – szepnął, muskając ustami moją skroń. – Jak się czujesz?
- Dużo lepiej – stwierdziłam, wsłuchując się w miarowe bicie jego serca. Przyjemnie było słuchać ten dźwięk. Był melodią dla moich uszu. – Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłam za Twoim dotykiem – szepnęłam w jego męską pierś.
- Och maleńka, nawet nie wiesz jak bardzo mi Cię brakowało – odparł ze słyszalnym bólem w głosie. – Nawet nie wiesz jak bardzo chciałem rozpierdolić ten pieprzony łeb Billa po tym…
- Niall – przerwałam mu ostro, kręcąc głową. Nawet nie wiem kiedy, ale poczułam, jak moje oczy wypełniają się łzami. – Nie mówmy o tym, proszę.
- Wiesz, że musimy o tym porozmawiać – powiedział uparcie.
- Ja nie chcę Niall – pokręciłam głową. – Teraz chcę wyjść na prostą… Chcę zapomnieć o jego twarzy i o tym co mi zrobił…
- Chcę Ci pomóc, kochanie – Niall usiadł i chwycił moją twarz w swoje obie dłonie, przez co również byłam zmuszona się podnieść. – Chcę cierpieć razem z Tobą i pomóc Ci zapomnieć… Poradzimy sobie.
- Nie rozumiesz Niall… ja nie chcę pomocy, muszę to przetrawić – mruknęłam. – Póki co boję się.
- Czego? – Niall podniósł mój podbródek, gdy opuściłam głowę. Jego tęczówki były dziwnie szkliste.
- Niall, ty płaczesz? – zapytałam zdziwiona.
- Płaczę, bo nie mogę patrzeć na Twój ból – rzekł drżącym głosem, a z pomiędzy jego ust wydobył się szloch. Wtedy kompletnie mnie dobił. Wybuchłam płaczem, a on przyciągnął mnie do siebie, pozwalając mi się wypłakać. Objęłam go rękoma i tkwiłam w tej pozycji przez długi czas. Słyszałam, jak Niall pochlipuje pod nosem i szczerze? To podłamało mnie na duchu.

Doprowadziłam Niall’a do płaczu… Dla innych może wydawać się to śmieszne, nie do uwierzenia, ale on do cholery płakał, bo ja cierpiałam… Nigdy nie widziałam mężczyzny, który płacze, a szczególnie Niall. Nie chciałam by płakał akurat z mojego powodu.
- Potrzebuję Cię Niall – szepnęłam, odrywając się od jego klatki. Spojrzałam w jego oczy. Były całe zapłakane. Z cichym śmiechem starłam je małymi całusami.
- Masz mnie, Cassie, na zawsze – powiedział.
- Zawsze zawsze? – parsknęłam śmiechem. On również to uczynił.
- Zawsze zawsze – potwierdził i delikatnie złączył nasze usta w jedność. Z początku poczułam coś, czego nigdy nie doświadczyłam podczas pocałunku z Niall’em… Między nami nie było już żadnej bariery… Mogliśmy być w końcu w pełni szczęśliwi. Odseparowanie nas na kilka dni podczas porwania utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie mogę wytrzymać bez niego nawet dnia. Był dla mnie stworzony. Może i nasz początek był kiepski, ale to finisz zawsze bierze się pod uwagę.
- Tak bardzo chciałbym Cię teraz kochać, Cassie… Ale nie chcę przynieść Ci bólu – odparł Niall, przerywając nasz pocałunek, bacznie obserwując moją reakcję. W duchu cała się spięłam, lecz próbowałam wysyłać do swojego umysłu, że nic mi nie będzie. Przecież Niall nie mógł mnie skrzywdzić… chyba.
- Kochaj mnie, Niall – rzekłam, ponownie go całując, wkładając w to więcej pasji. Niall przyciągnął mnie do siebie mocniej i położył na plecach. Przygryzając jego dolną wargę, pozbyłam się jego bokserek. Przejechałam dłońmi po jego plecach. Biło od niego ogromne ciepło. Był gorący i przede wszystkim mój.
- Jesteś tego pewna? – spytał mnie, gdy już jego ręce zamierzały pozbyć się mojej bluzy. Pokiwałam sztywno głową unosząc ręce do góry, by ułatwić mu rozebranie mnie. Po chwili moja bluzka, leginsy i skarpetki leżały na ziemi. Niall odgarnął z nas kołdrę i podniósł się odrobinę do góry, by obejrzeć moje ciało. Nie spuszczałam wzroku z jego twarzy. Uniosłam swoją prawą rękę i przyłożyłam dłoń do jego policzka. Niall spojrzał w moje oczy i posłał mi uśmiech, przez który zaczęłam się w nim zakochiwać na nowo. – Kocham Cię, Cassie, najmocniej na świecie – mruknął, a moje serce zakołatało w przyjemny sposób. – Gdy będzie Ci nieprzyjemnie… każ mi natychmiast przestać.
- Poradzę sobie – szepnęłam, niepewnie rozkładając nogi na boki. Niall chwycił je i obwiązał sobie nimi tułów. Odetchnęłam głęboko gdy poczułam, jak męskość Niall’a obija się o moje uda.
- Zrobimy to bez pośpiechu – odparł, pochylając się nade mną. Muskając ustami delikatnie moją twarz, poczułam jak jego główka powoli wchodzi we mnie. Reaguję jękiem, na co Niall automatycznie się zatrzymuje. – Wszystko w porządku? – zapytał, a w jego oczach dostrzegłam rosnący niepokój i wahanie.
- Tak – skinęłam głową, zaciskając palce w dole jego pleców. Niall uchwycił moje usta w całusie, jednocześnie wbijając się we mnie po samą nasadę. Zachłysnęłam się powietrzem, czując coś błogiego i niesamowitego. Myślałam, że poczuję ogromny ból, od razu zaczną mnie napastować złe obrazy z gwałtu… lecz nic takiego się nie stało.
- Ty też to czujesz? – głos Niall’a był zduszony.
- Tak – odparłam, gryząc jego dolną wargę. Niall jęknął gardłowo i przyśpieszył. Sapnęłam przez rosnące skurcze podniecenia w moim podbrzuszu. Zacisnęłam mocniej nogi na jego biodrach, pogłębiając pocałunek i wychodząc ruchami mu naprzeciw.
- Tak mi w Tobie dobrze, maleńka… - wymruczał w moje usta, przeistaczając swoje tempo do najszybszego.
- Niall… - jęknęłam głośno, gdy uderzał precyzyjnie w mój czuły punkt.
- Cholera, nie mamy gumki – zamarłam pod nim. Niall natomiast nie przestawał się ruszać.
- Ryzykujemy? – uniosłam zagadkowo brwi.
- Ryzyko to moje drugie imię – Niall uśmiechnął się złośliwie i natarł na mnie, co spowodowało u mnie krzyk rozkoszy i natychmiastowy szczyt. Zacisnęłam się członku Niall’a, a orgazm przebił się przez moje ciało niczym sztorm.
- Cassie! – krzyknął i poczułam jak jego członek wrze we mnie, po czym wylewa swoje nasienie. Moja głowa opadła na poduszkę, a wargi rozciągnęły w uśmiechu.
- Tego mi właśnie brakowało – wzięłam głęboki wdech i ze śmiechem go wypuściłam. Niall spojrzał na mnie z troską.
- Tęskniłem za Tobą – oświadczył.
- Ja też, Niall.

***

- Chyba czas już zejść do reszty, co? – spytałam Niall’a, zakańczając nasz enty pocałunek tego dnia. Praktycznie całe przed południe spędziliśmy w łóżku. Nie powiem, podobało mi się, ale robiłam się cholernie głodna.
- No, przydałoby się coś zjeść, czyż nie? – pokiwałam głową, wtulając twarz w jego szyję. – Dziękuję – odparł znienacka.
- Co? – spojrzałam na niego zdziwiona.
- Dziękuję Ci, że mi zaufałaś – powiedział, składając krótki i czuły całus na moich wargach. – Wiem, że to było dla Ciebie trudne po tym co Ci zrobił Bill…
- Zapomnijmy o nim, Niall – rzekłam cicho.
- Nie potrafię, dopóki ten chuj żyje – warknął. Pogłaskałam go uspokajająco po torsie. – Gdy tylko napatoczy się pod moje ręce, będzie cierpiał milion razy gorzej od Ciebie.
- Nie zmienisz przeszłości Niall… trzeba to przeboleć i iść dalej.
- Nie potrafię Cassie…
- Uda nam się – przerwałam mu, posyłając pokrzepiający uśmiech.
- Wiem – westchnął, cmokając mnie po raz kolejny w wargi. – Chodźmy na dół.
Kilka chwil później byliśmy już ubrani i ramię w ramię zeszliśmy do pozostałych. O dziwo wszyscy mieli śmiertelnie poważne miny, nawet Donatella, która w zwyczaju zawsze chodziła uśmiechnięta. I przede wszystkim : kogoś brakowało w salonie.
- Gdzie jest Harry? – zapytałam, biorąc dłoń Niall’a i mocno ją ściskając.
- Dostaliśmy przed chwilą telefon ze szpitala – oświadczył Zayn, patrząc na nas ponuro.
- Coś się stało Harremu? – mój głos był przesiąknięty przejęciem. Czy Harry miał wypadek?
- Nic mu nie jest, choć draniowi nie wierzę… - parsknął mulat. – Auto, którym jechał, a wy wcześniej w połowie drogi wybuchło.

- Wybuchło? – wydukałam. 



******************************
Małe Bum! :D XD Co wy na to? Spodziewaliście się tego? Czy z Harrym będzie wszystko w porządku? 


42 komentarze = NOWY ROZDZIAŁ!! * <3

Komentujcie <3

K.

niedziela, 22 lutego 2015

1.31

Minęło kilka godzin odkąd to się stało. Nie wiedziałam, że przez taki krótki okres czasu można znienawidzić siebie i swoje ciało. Nie mogłam na nie patrzeć.

Zgwałcono Cię, podła szmato.

Zasłużyłaś na to.

Już nikt nigdy Cię nie dotknie.

- Spierdalaj z mojej głowy! – wrzasnęłam, chwytając się za włosy i niemal je wyrywając z frustracji, która z minuty na minuty nasilała się. Wybuchłam gromkim płaczem, po chwili okładając pięściami ścianę.
- Cassie… - cichy dziewczęcy głos spowodował, że zamarłam w miejscu. Odwróciłam się w stronę Donatelli cała podenerwowana i we łzach. Jej oczy również błyszczały wilgocią. – Wszystko będzie dobrze – pocieszyła mnie, delikatnie pocierając dłonią moje plecy. Zepchnęłam ją z siebie, lecz ona nieustępliwie to robiła, aż w końcu się poddałam.

Ona nie zrobi Ci krzywdy. Ona jest tą dobrą.

- Dowiódł swego Cassie, już Cię nie dotknie – powiedziała cicho.
- On w ogóle nie miał prawa mnie dotykać – odparłam bezpłciowo, patrząc w białą poduszkę.
- Wiem, skarbie, wiem… - westchnęła. – Nie możesz się poddać. Musisz myśleć o Niall’u.
- On też mnie wkrótce skrzywdzi. Przez Bill’a mnie nie dotknie, nigdy więcej nie pocałuje… - mój głos zaczął się stopniowo łamać, aż w końcu szloch odebrał mi jakąkolwiek zdolność mowy.
- On Cię kocha, Cassie, on nie jest Bill’em – poczułam jak jej ramiona otulają mnie lekko. Wtuliłam się w nią mocno, płacząc jeszcze mocniej, niż chwilę temu. – Musisz być silna dla Niall’a. Zobaczysz, że wszystko potem obróci się na Twoją korzyść, a Bill zginie.
- Sama zabije chuja własnymi rękoma! – krzyknęłam płaczliwie.
- Cśś… - uciszyła mnie Don, uspokajającym głosem. – Niall Ci pomoże, ja również. Uda nam się to przetrwać, zobaczysz – jej dłoń pogłaskała mnie po włosach.
- Musimy stąd uciec… ja tutaj nie wyrobię Don… - wychlipałam.
- Już niedługo.

W pewnym momencie ktoś wszedł do pokoju. Odwróciłyśmy się z Don jak oparzone w tamtym kierunku. Stał tam Niall… Mój Niall… który trzymał pistolet tuż przy jego skroni. Zastygłam w bezruchu.
- Powiedz mi Timmy, jak mogę się stąd wydostać? – zapytał groźnym głosem mężczyznę, trzymając palec na spuście. Facet bał się. Cholera, mało powiedziane : był przerażony!
- Tylnym wyjściem przez kuchnię – powiedział drżącym głosem, zerkając to na mnie to na Don nerwowo.
- Gdzie macie broń? – mężczyzna skinieniem głowy pokazał szafę, która mieściła się niedaleko łóżka, na którym byłam z Don. Na twarzy Niall’a pojawił się uśmiech. – Na drugi raz pamiętaj Timmy, że Niall’a Horana do cholery się nie więzi – i nacisnął za spust. Krzyknęłam razem z Don widząc jak krew rozbryzguje się wokół mężczyzny. Niall puścił go i ten z łoskotem upadł na podłogę, całkowicie nieruchomy. Nie żył. – Drogie Panie, nie mamy wiele czasu. Spadamy stąd – Niall posłał nam gorzki uśmiech. – Otwieraj szybko szafę Donatella – rzucił stanowczo, zamykając za sobą drzwi na zamek. Teraz już nic mi nie groziło. Był ze mną Niall. „On nas uratuje…” mój umysł powtarzał to jak mantrę. Donatella pognała do szafy, otwierając ją. Na ziemię spadła masa broni : noże, karabiny, colty… Zrobiło mi się słabo.

Wtedy spojrzał na mnie. Jego wzrok automatycznie stał się łagodny, a po jego alter ego nie było nawet śladu. Nie wiedziałam jak się zachować… Czy będzie mnie jeszcze kiedykolwiek chciał po tym, co zobaczył?
- Cassie – wyszeptał, idąc powoli w moją stronę. Napięłam się, co zauważył i przystanął na chwilę. – Nic Ci nie zrobię, maleńka – Niall rzucił broń na ziemię i pokazał swoje ręce. – To ja, nie on – dodał pewniej i głośniej. Nie spuszczałam z niego wzroku.

To jest Niall, nie on. On Ci nie zrobi krzywdy.

- Niall – zaszlochałam, wstając z łóżka i pobiegłam w jego stronę. Niemal od razu chwycił mnie w ramiona, a jego ręce oplotły mnie wokół talii. Jego dotyk był… inny. Nie czułam obrzydzenia. To był mój Niall. Dotykiem wyrażał swoją miłość do mnie.
- Boże, za wszystko Cię przepraszam… Już nigdy nie pozwolę, by stała Ci się krzywda – odparł niskim głosem, spoglądając na mnie. – Jak się czujesz?
- Teraz już lepiej – uśmiechnęłam się przez łzy. Również to uczynił i musnął moje czoło ustami. – Kocham Cię, Niall.
- Ja Ciebie też, aniołku – szepnął.
- Przepraszam, nie chciałabym wam przerywać, ale do cholery, musimy się stąd wydostać! – miłosną sielankę przerwał nam głos Donatelli. Oboje spojrzeliśmy na nią. Przyglądała się nam z szerokim uśmiechem. – Miłość swoją drogą, przyjdzie na to czas, ale nie wiem jak wy, ja do jasnej kurwy chcę opuścić to miejsce raz na zawsze.
- Dobra myśl – mruknęłam.

W ciągu kilku minut każde z nas było już uzbrojone od stóp po głowę w broń i w kamizelki kuloodporne. Byliśmy gotowi do ucieczki.
- Nie rozdzielamy się, moje Panie. Idziecie za mną i kryjecie tyły, a ja rozwalam wszystko co się poruszy, jasne? – posłusznie pokiwałyśmy głowami, trzymając przy sobie kurczowo karabiny.
- Mamy jedną szansę, do drugiej już nie dożyjemy – powiedziała Donatella, obojętnie zerkając na martwego mężczyznę w kałuży krwi. Ja nie mogłam. Nie byłam w stanie. – Do Londynu długa droga.
- Pomyślałem o tym już wcześniej – Niall wyjął ze swojej kieszeni nieznajome kluczyki i portfel. – Ten tuman miał wszystko przy sobie jak na tacy.
- Tu mieszkają same debile, więc co się dziwić – warknęła Don, wywracając oczami. – Wychodzimy? – zerknęła na nas.
- No wyboru już nie mamy – westchnął Niall zręcznie przekręcając zamek w drzwiach i otworzył je. – Ruszamy! – krzyknął.

Cała nasza trójka wybiegła z pokoju. Niall od razu ruszył na przód po cichu, będąc niczym zwierzę przygotowujące się do ataku. Takiego go poznałam i taki właśnie mnie pociągał. Na piętrze nie napatoczyliśmy się na nikogo. Było to aż za dziwne, gdyż… po prostu coś było nie tak. Musieli usłyszeć wystrzał, gdy Niall zabijał tego mężczyznę. Musiało się to im obić o uszy.

W ciągu minuty znaleźliśmy się na dole. Strach krążył w moich żyłach, zmieszany z rosnącą adrenaliną. Choć moje dłonie trzęsły się, ściskały mocno broń i w stanie konieczności byłam gotowa strzelić. Szczególnie do Bill’a.
- Nie ma tu kamer? – zapytał Niall Donatellę. Ta pokręciła głową.
- Tylko w niektórych pokojach, Bill nie chciał ich w całej posesji – szepnęła. W końcu dotarliśmy do schodów, po których cicho zeszliśmy. – Pewnie ich nie ma.
- Jak to nie ma? – zapytałam zdziwiona, rozglądając się wokół siebie. Było pusto i bardzo cicho.
- Czasami jadą do domów publicznych, by szukać nowych zdobyczy. Dzisiaj musiał być ten dzień – uśmiechnęła się.
- Niech się nimi udławią – syknęłam.
- Nikogo nie ma, zwiewamy – oznajmił Niall. Przeszliśmy do kuchni, gdzie nie było już tak zupełnie cicho.
- Posłuchajcie – powiedziałam i wszyscy ucichliśmy. Miałam rację. Skądś było słychać tykanie. Moje serce przyśpieszyło. Wsłuchując się bardziej znalazłam miejsce, z którego ono dochodziło. Otworzyłam prędko lodówkę.

- Kurwa mać! – wrzasnął Niall, wpatrując się wściekle w bombę, która wskazywała półtorej minuty do wybuchu. – Spierdalamy! – Niall podbiegł do kuchennych drzwi, które okazały się zamknięte. Spojrzałam przerażona na Don. – Musimy uciec głównymi, za mną – rozkazał Niall. Puściliśmy się biegiem przez budynek. Niall kopniakiem wyważył główne drzwi, które również okazały się zamknięte i niemal tempem zawodowych biegaczy sunęliśmy wzdłuż trawnika do jedynego auta, które stało kilkanaście metrów przed nami. To była scena niczym z filmu o Bondzie, lecz to nie był, a cholerne życie!

Gdy tylko dobiegliśmy Niall otworzył auto, a ja z Don wpakowałyśmy się do środka, Niall chwilę później zasiadł za kierownicą. Włożył kluczyki do stacyjki i odpalił auto dopiero za drugim razem. Niall nacisnął pedał gazu i ruszyliśmy. Gdy byliśmy już z kilometr za posesją Bill’a, rozległ się głośny huk. Bomba wybuchła.

A ja wtedy dopiero odetchnęłam z ulgą, nawet nie zerkając na tamto miejsce. Było moim przekleństwem.

- Mówiłaś, że nie uda się nam uciec – spojrzałam na Don, która zaśmiała się dźwięcznie.
- Kłamałam.
- Gdzie my w ogóle jesteśmy? – zapytał Niall, zerkając na dziewczynę w lusterku.
- W na obrzeżach Amsterdamu.
- Serio? – wybałuszyłam na nią oczy. – Na Holandię to mi nie wygląda – Don tylko wzruszyła ramionami i spojrzała na widok za oknem, uśmiechając się delikatnie. Również to uczyniłam, opierając czoło o szybę. Wtedy dopiero odczułam jak bardzo zmęczona byłam, głodna i wyczerpana psychicznie.
- Hej – poczułam ciepłą dłoń Niall’a na swojej. Popatrzyłam na niego spod przymkniętych powiek. – Wszystko w porządku? – spytał. Wiedziałam o co mu chodzi. Pokręciłam głową, ściskając jego palce swoimi.
- Potrzebuję Cię, Niall – szepnęłam.
- Już nigdy Cię nie opuszczę. Przejdziemy przez to razem – przyrzekł.
- Wierzę Ci – mruknęłam, nie spuszczając wzroku z jego twarzy.

Teraz musiałam wrócić do rzeczywistości.

***
 - Poniekąd nasza sprawa jest zakończona. Dla Bill’a nie żyjemy – stwierdziłam, gdy Don z Niall’em pozbywała się broni, wrzucając je do pobliskiej rzeki. Ja zostałam w aucie i obserwowałam wszystko z boku.
- Myślisz, że tak łatwo w to uwierzy? – Don spojrzała na mnie pytająco, wrzucając ostatni karabin do wody. – Samochód, który stał pod posesją zniknął.
- Przecież ten Timmy mógł zwiać, a po wybuchu z naszych ciał by i tak nic nie zostało…
- Bill mógł to tak samo wszystko zaplanować – wtrącił się w moją wypowiedź Niall, wracając na miejsce kierowcy, a Don na tylne siedzenia i po minucie znowu byliśmy w drodze. – Dziwnym trafem bomba znalazła się w lodówce, ten typ mnie rozwiązał… choć i tak bym to zrobił bo czułem, że coś się święci.
- Nie roztrząsajmy już tego. Jesteśmy wolni i wracajmy do Londynu – odparłam, rozkładając się wygodnie na fotelu, niemal zwijając się na nim w kłębek.
- Prześpij się maleńka – dłoń Niall’a pogłaskała mnie po włosach. – Należy Ci się trochę odpoczynku.
- Tobie również – szepnęłam. – Czy oni Ci coś…
- Nie – pokręcił głową. – Nawet dali mi coś do żarcia…
- Ale? – mruknęłam.
- Pokazywali mi urywki tego, jak Cię katowali – jego dłonie mocniej zacisnęły się mocniej na kierownicy. Zadrżałam na to wspomnienie. – Potem słyszałem plany co mnie z Tobą zrobić… Nie mogłem tego znieść… Nie mogłem znieść tego, że miałem związane ręce i musiałem na to wszystko patrzeć tak bezczynnie… To mnie zabiło od środka – do moich oczu napłynęły łzy, lecz odgoniłam je szybkimi mrugnięciami.
- Jak się uwolniłeś? – spytałam cicho.
- Powiedziałem temu Timmy’iemu, że chce mi się do łazienki i debil rozwiązał mnie z łańcuchów – parsknął śmiechem. – No i reszta poszła gładko. Teraz jest czas by wrócić do domu.
- Tak – zmusiłam się do lekkiego uśmiechu.


Lecz czy po powrocie do niego, wszystko będzie takie same?


*******************************
W końcu wolni! Ale czy właśnie : wszystko wróci do normy? 


35 komentarzy = NOWY ROZDZIAŁ!! :* <3

Komentujcie <3

K.

niedziela, 15 lutego 2015

1.30

Czekałam. Tylko tyle mi zostało, bo… innego wyjścia nie miałam.
Minął dzień… lub dwa. Nie przychodzili po mnie. Donatella pomagała mi dojść do siebie, karmiła mnie, bym się nie odwodniła. Rany nie goiły się tak szybko i przez siniaki oraz opuchnięte kończymy, moje ruchy były ograniczone.
Kompletnie nie wiedziałam, gdzie się znajduję, kim byli Ci goście… gdzie podziewał się Niall. Wiedziałam, że był w tym samym budynku co ja, ale… mój Boże, czy on jeszcze żył?
- Wiesz coś na temat… chłopaka, którego porwali razem ze mną? – zapytałam Donatellę, podczas trzeciego dnia porwania. Każdego poranka zaczynałam dzień tym pytaniem. Bałam się o Niall’a. Gdyby ktoś zrobił mi krzywdę… Nie, nie mogę o tym myśleć. Muszę przeżyć najgorsze, może dopiero wtedy pozwolą mi się z nim zobaczyć.
- Dzisiaj widziałam jak jakiś blondyn pobił się z Patrick’iem… Zakładam, że chodziło o Ciebie, bo kilka razy padło tam Twoje imię – odparła, powoli wybudzając się ze snu. Ona leżała na łóżku po drugiej stronie pokoju, a ja naprzeciwko niej. Spędzałam w nich większość dnia, oprócz kilku minut, które poświęcałam na rozchodzenie zdrętwiałych od leżenia kończyn. Czułam się jak zwierzę w klatce. Nie mogłam wyjść z pokoju, a gdybym to zrobiła, krwi by nie zabrakło.
- Mam nadzieję, że nic mu się nie stało – powiedziałam cicho, podnosząc się delikatnie do góry na łokciach.
- To Twój chłopak? – pokiwałam głową. – Ten Niall Horan? Nie przeszkadza Ci jego przeszłość związana z…
- Sama mieszkałam w domu dla prostytutek – uśmiechnęłam się słabo. Wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Czy ty z tymi kolesiami… - pokazała coś dziwnie rękoma, ale ja oczywiście wiedziałam o co chodzi.
- Nie – pokręciłam przecząco głową. – To Niall… pozbył się mojego dziewictwa.
- Jaki jest w łóżku? – zapytała ponownie, a na jej twarzy zauważyłam szeroki uśmiech. Również nie mogłam się powstrzymać, by tego nie zrobić.
- Nieokiełznany – zaśmiałyśmy się głośno.
- Dziki?
- O tak – przytaknęłam rozbawiona.
- Ta dziwka już nie śpi – za drzwiami usłyszałam dobrze znany mi głos Bill’a. Po moim ciele przeszły ciarki i spojrzałam spanikowana na Donatellę. Ta równie była przestraszona jak ja i szybko wyskoczyła z łóżka. Zrobiłam to samo. Po chwili z hukiem do pokoju wpadł Bill, ubrany w czarny podkoszulek i starte dżinsy. Po jego minie widziałam, że był wściekły. – Donatella, wyglądasz bardzo niestosownie w tej koszulce nocnej – skarcił ją, mierząc wzrokiem. Faktycznie, może i Don nie miała na sobie normalnej piżamy, ale nie odsłaniała tyle, by mógł się jej przyczepić. Don spuściła wzrok na swoje dłonie, wyraźnie zmieszana. – Muszę pogadać z Patrickiem. Moja siostra nie będzie pałętała się przed nim w takiej szmacie.
- To ja noszę, nie ty – odparła cicho, zerkając na niego niepewnie. Boże, jak ona się go bała!
- Pozwalałem Ci się odzywać?! – warknął, a ona pokręciła głową. – Odpowiedz! – krzyknął.
- Nie – mruknęła.
- Super, w końcu się rozumiemy – westchnął zirytowany i przeniósł swój ciemny wzrok na mnie. – No, w końcu mogę spojrzeć na Twoją twarz i nie krzywić się przy tym – Bill uśmiechnął się drwiąco.
- Zabawne – prychnęłam.
- Zobaczymy, czy zaraz będzie tak zabawnie – jego błysk w oczach mnie zaniepokoił i spowodowało to, że zaczęłam stawiać małe kroczki do tyłu. Na parapecie leżał kij bejsbolowy. To się mogło przydać, a plan ucieczki udać, gdyby oprócz Billa nie było tutaj więcej sadystycznych typów. – Maleńka Cassie się mnie boi?
- Wydaje Ci się. Z gorszymi skurwielami miałam do czynienia – syknęłam, napotykając na swej drodze parapet. Dyskretnie dłońmi chwycił kij za rękojeść i mocno zacisnęłam na niej palce.
- Zaraz zobaczymy – i przyśpieszył kroku, a ja spanikowana podniosłam kij i zamachnęłam się nim, uderzając nim Billa prosto w głowę. Od razu puściłam się biegiem, gdyż Bill upadł na ziemię, mocno trzymając się za głowę. Opuściłam pokój nerwowo ściskając kij, jako narzędzia do obrony. Słyszałam jego wrzaski i krzyki Donatelli, ale ja byłam niczym rozjuszony byk po zobaczeniu czerwonego koloru. Chciałam uciec.
Lecz najpierw trzeba było znaleźć mojego chłopaka.
- Niall?! – wydarłam się, biegając po korytarzach, o dziwo przez nikogo nie goniona. Sprawdzałam każdy pokój, wołając imię Horana. Nie dostawałam odpowiedzi. – Niall?! Gdzie jesteś?!
- Cassie! – jego głos wydobył się zza któryś drzwi. Nie byłam w stanie stwierdzić, których. Usłyszenie jego głosu przyniosło mi niemałą ulgę.
- Niall! – dopadłam pierwsze lepsze drzwi i wpadłam z impetem do środka.
Niall… był cały i zdrowy. Był tylko bardzo zmęczony. Pod jego oczyma widniały duże wory. Był przywiązany do krzesła sznurami. On żył… Nic mu nie było.
- Co oni Ci do kurwy zrobili? – warknął, z przejęciem obserwując moją twarz.
- To nie jest ważne! Musimy się stąd wydostać – mówię, zamykając za sobą drzwi. Nie miały one zasuwki ani kluczyka, by można było je zamknąć. – Cholera – przeklęłam.
- Nie mamy dużo czasu – stwierdził, wiercąc się na krześle, by rozluźnić uścisk lin na nadgarstkach.
- Będzie po mnie jeśli mnie tu znajdą – jęknęłam, podbiegając do Niall’a, pomagając rozwiązać liny. Okazało się to trudniejsze, bo wszystko było związane na pogmatwane supły.
- Jak się wydostałaś? Myślałem, że gdzieś Cię trzymają i oni Cię… - nie musiał dokańczać.
- Czasami wiem, kiedy używać kija – wymusiłam bez szczelny uśmiech.
- Musisz stąd uciekać, Cassie – odparł Niall poważnie.
- Nie zostawię Cię tutaj. Trafiłeś tu przeze mnie – parsknęłam, szarpiąc się z linami. – Co za pieprzone gówno! – krzyknęłam, czując jak w moich oczach zbierają się łzy frustracji.
- Uciekaj Cassie. Poradzę sobie! – naciskał uporczywie.
- Niall, przestań gadać! – burknęłam i w tym samym momencie drzwi od pokoju uderzyły z hukiem o ścianę. Odskoczyłam od Niall’a z krzykiem. Bill, który stał w wejściu mierzył mnie płonąco wściekłym wzrokiem, zaciskając dłonie w pięści tak mocno, że pobielały mu kłykcie.
- Wiedziałem, że ta dziwka Cię znajdzie – prychnął, idąc w moją stronę, cały purpurowy na twarzy. Był wściekły. Sparaliżowało mnie. Nie mogłam się ruszyć. Moje kończyny odmówiły mi posłuszeństwa. Gdy w końcu odzyskałam tą możliwość zostałam mocno uderzona przez Bill’a i upadłam na podłogę, waląc o nią swoją głową. Zajęczałam czołgając się w stronę wyjścia, czując paraliżujący ból wzdłuż twarzy po zderzeniu z jego pięścią. – Gdzie się kurwa wybierasz?! – wykrzyknął, doganiając mnie bez trudu. Pociągnął mnie za nogi, przez co drzwi oddaliły się ode mnie na dobre pół metra. Nie minęła chwila, a on siedział na moim tułowiu, odbierając mi zdolność do poruszenia się. – Chciałem być dla Ciebie miły, zrezygnować z całkowicie z poprzednich zamiarów, a ja za to dostaję kijem po głowie? Czy Horan nie nauczył Cię, że faceci w naszym środowisku nie cackają się z takimi lalkami jak ty?
- Spierdalaj – splunęłam na niego swoją śliną, na co warknął zniesmaczony. Wytarł swoją twarzą wolną rękę, gdy drugą przeniósł na moją szyję, lekko mnie przyduszając. Zadławiłam się powietrzem, czując jak w jednej chwili robi mi się strasznie gorąco. Niall za mną krzyczał, niemal wychodził z siebie, by wydostać się spod więzów. Ja z całej siły próbowałam chwycić cenne powietrze do swoich płuc. Biłam go w klatkę piersiową rękoma, wierzgałam się pod nim, mając skrytą nadzieję, że go w końcu uderzę… ale on był jak z żelaza. Nie mogłam nijak go z siebie zepchnąć. – Puść mnie – wydusiłam z siebie, wpatrując się w jego twarz.
- Myślisz, że możesz ze mną sobie tak pogrywać? – syknął, puszczając mnie w końcu. Zaczęłam głośno kaszleć, z trudem łapiąc oddech.
- Nie, przepraszam… - wyszlochałam, cała załzawiona patrząc na Niall’a. Nigdy nie widziałam go bardziej zdeterminowanego.
- Teraz zwykłe przepraszam nie wystarczy – zacharczał. Przeniosłam wzrok na Billa, czując w tych słowach jasny jak słońce podtekst.
- Nie… Bill, proszę nie rób mi tego… - pokręciłam przerażona głową, ponownie próbując go zepchnąć z siebie.
- Jaka Ci to różnica? Wielu przede mną Cię przeleciało, więc będę tylko sadystycznym dupkiem, który wypieprzy Cię na oczach Twojego chłoptasia – zaśmiał się szyderczo.
- Ty pojebany skurwielu! – wrzasnął Niall, kipiący złością. – Tylko ją tkniesz!
- No co? Masz związane ręce stary – na jego twarzy pojawił się szeroki i złośliwy uśmiech.
- Kurwa, zostaw ją! – uszy bolały mnie od ich wrzasków. Nie chciałam w tej chwili w ogóle żyć.
- Proszę, Bil… Nie dotykaj mnie – wychlipałam, odpychając z swojego ciała jego ręce, które po nim sunęły.
- Czas pokazać Ci, gdzie jest Twoje miejsce, ty nędzna i podła szmato.
To co się stało… Było jedną z najgorszych rzeczy, jaką doświadczyłam. Ten ból nie równał się z bólem, które wyrządził mi kiedyś Niall. Nawet nie było w gramie tak duże, jak właśnie to… Bill gwałcił i bił mnie na oczach Niall’a. Nie mogłam spojrzeć na blondyna. To jak on się ze mnie wsuwał i wysuwał w ostrym tempie… to tak bolało! Czułam jak moja kobiecość cierpi przez tego skurwysyna z każdym jego pchnięciem. Nie miałam siły ruszyć żadną kończyną, choćby palcami. Byłam wykończona fizycznie i psychicznie.
- Dajesz maleńka, pokaż na co Cię stać – jęknął do mojego ucha, uderzając we mnie jak ciężarówka. Zapłakałam głośno, robiąc wszystko by się wydostać. Jego dłonie stanowczo trzymały mnie za biodra i niemal je miażdżyły, gdy próbowałam się wyplątać z jego kończyn. Nie byłam w stanie się uwolnić. Bill był za silny. Wtedy po raz pierwszy spojrzałam na Niall’a. Nie potrafiłam określić, jak bardzo wściekły był. Nie mógł nic zrobić… to było najgorsze. On i ja cierpieliśmy. Gdy Bill to… robił, przypomniał mi się dotyk ojca… moja skóra paliła, chciałam się pozbyć tego uczucia. – Cassie, jesteś taka ciasna… - wystękał Bill, wbijając zęby w moją szyję. Krzyknęłam i zaszlochałam przez nieprzyjemne igiełki bólu wzdłuż szyi. Nie mogłam na niego patrzeć. Gdybym mogła, oderwałabym mu za to jaja. To była tortura, z seksu powinno się czerpać przyjemność… A czułam się upokorzona i totalnie poniżona. Bałam się go. Wiedziałam już teraz, że był zdolny do wszystkiego. – Cassie! – ryknął, pieprząc mnie bezlitośnie, dopóki nie doszedł na mój brzuch. Wtedy kompletnie wybuchłam płaczem, odpychając go od siebie. Bill patrzył na mnie otumaniony orgazmem i wykazał się łaską, by mnie ubrać z powrotem w moje ubrania. Zwinęłam się w kłębek, mając ochotę po prostu to wszystko zakończyć. Czułam ból taki, który nigdy mi nie towarzyszył. Wszystko mnie bolało… szczególnie dolne partie. Nie czułam swojej kobiecości. – Twoja dziewczynka jest zajebista, Horan. Już wiem, dlaczego Ci się spodobała.
- Gdy tylko uwolnię swoje ręce, nie będziesz żył – zawarczał Niall, a ja czułam na sobie jego ciepły wzrok. Pierwszy raz mi nie pomógł.
Nie chciałam by na mnie patrzył…

Bałam się, że on też zrobi mi krzywdę. 


******************************************
:( Tylko tyle w temacie :( 

http://www.wattpad.com/story/32846032-angry-zayn-malik-fanfik
Zapraszam! Może ktoś jeszcze pamięta ANGRY :D Teraz będzie ono odświeżone na wattpadzie :D

35 komentarzy = NOWY ROZDZIAŁ!!! :* <3


Komentujcie <3

K.

poniedziałek, 2 lutego 2015

1.29

W nocy od razu poczułam nieobecność Niall’a przy swoim boku. Otworzyłam oczy i powitała mnie ciemność, było jej aż za nadto. Część łóżka, po której leżał Niall była rozkopana.
Podniosłam się do pozycji siedzącej i zapaliłam lampkę stojącą na szafce nocnej. Przetarłam oczy i przeciągnęłam, jednocześnie zerkając na zegarek. Czy on już miał w zwyczaju wstawać o trzeciej rano? Po niechętnym wstaniu z łóżka założyłam na siebie bieliznę ( pierwszy raz od wielu dni ), swoje leginsy, za dużą bluzę i skarpetki wraz ze znoszonymi conversami, gdyż było dosyć chłodno, w zwyczaju wyszłabym w samej koszulce Niall’a i na bosaka. Co mnie zbiło z tropu? Głucha cisza. Rozejrzałam się po długim korytarzu. Nikogo w nim nie było. To mnie jeszcze bardziej zmartwiło. Zawahałam się przed pójściem na dół. Zazwyczaj Niall był w swoim gabinecie, albo grał gdzieś w zaciszu kojące melodie na gitarze. W końcu po cichu zeszłam na dół co chwilę rozglądając się wokół własnej osi.

- Niall? – powiedziałam trochę głośniej, niż zamierzałam, lecz i tak odpowiedziała mi cisza. Zadrżałam, bynajmniej nie zimna. Gdy chciałam chwycić po komórkę Niall’a, która leżała na blacie kuchennym, usłyszałam cichy męski śmiech za swoimi plecami. Zamarłam. Zrobiło mi się sucho w gardle i nie byłam w stanie nic powiedzieć.
- Twój Niall jest chwilowo niedostępny – napastnik ma głos niski i mam ciarki na całym ciele ze strachu. – Tak jak i ty – po tych słowach przyłożył mi białą szmatkę do ust. Zaczęłam się z nim szarpać i jakkolwiek go uderzyć. Machałam swoimi kończynami i głową, by odsunąć się od tajemniczej szmatki, która pachniała niezbyt urzekająco. Po kilku sekundach poczułam jak moje ciało słabnie w jego uścisku, a moje oczy robią się ciężkie, aż w końcu powieki opadają, a ja tracę przytomność.

***
Budzę się, mając nadzieję, że był to tylko ten jeden ze snów, który wydaje się tak realny, że dostaje się dreszczy na całym ciele. Jednak po otworzeniu oczu zobaczyłam, że byłam w zupełnie innym miejscu. Pomieszczenie wyglądało… dość przyzwoicie, ale ja starałam się wbić do swojego umysłu, że było ono obskurne i obrzydliwe. Ściany były pomalowane na głęboką czerwień, a ściany pokryte czarnym dywanem. Po obu stronach pokoju stały dwa niezbyt duże łóżka pokryte białą, szpitalną kołdrą. Z trudem rozejrzałam się po reszcie pokoju. Moja głowa była strasznie ociężała i musiałam wytężyć wzrok by cokolwiek zobaczyć. Chciałam się podnieść, lecz moje ręce napotkały na swojej drodze przeszkodę. Siedziałam na ziemi, a ręce były przyczepione do kajdan, których łańcuchy były przymocowane do ścian. Szarpnęłam nimi mocniej, a potem i jeszcze raz i kolejny, z co raz to większą determinacją.
- Gdzie ja jestem? – wyszeptałam sama do siebie, co raz bardziej się bojąc. Nie wiedziałam co się działo, nie wiedziałam gdzie był Niall i po co tu byłam! Raptownie gałka w drzwiach przekręciła się, a ja ponownie zapadłam w „sen”, mając nadzieję, że uda mi się nie zmierzyć z napastnikiem twarzą w twarz.
- Nadal nieprzytomna? – zapytał jakiś facet, ochrypłym głosem. Po tonie mogłam stwierdzić, że głos należał do mężczyzny w średnim wieku.
- Ile żeś ty tego wylał na tę szmatę Bill? To już piąta godzina – zaśmiał się drwiąco drugi głos. To było ich dwóch?!
- Musimy ją jakoś ocucić - powiedział Bill, ten pierwszy mężczyzna i usłyszałam jak wchodzi do pokoju i znika prawdopodobnie w łazience. Ten drugi nie opuścił pokoju, a ja czułam na sobie jego ciekawski wzrok. Trudno było mi się powstrzymać od jakiegokolwiek ruchu.
W pewnym momencie poczułam jak spora ilość wrzątku została na mnie wylana. 
Otworzyłam oczy z głośnym krzykiem, szarpiąc za łańcuchy. Moja wewnętrzna ja już się poddała, padając na kolana i wybuchając płaczem. Sama miałam na to ogromną ochotę.
- Wiedziałem, że jest już przytomna – powiedział Bill, uśmiechając się chytrze. Tak jak podejrzewałam Bill miał na oko trzydzieści lat i wyglądał… nie obijając w bawełnę, bardzo atrakcyjnie. I go znałam, lecz nie wiedziałam skąd. – Znowu się spotykamy Cassie.
- Kim jesteś? – zapytałam cicho, z trudem na niego patrząc. Nie lubiłam gdy mężczyzna tak na mnie patrzył. Mógł to robić tylko Niall. – Gdzie jest…
- Wszystko w swoim czasie, maleńka – jego uśmiech się powiększył. Przełknęłam głośno ślinę i gdy tylko zaczął robić w moją stronę pewne kroki, robiłam wszystko by wyszarpać się z łańcuchów i znaleźć jak najdalej od niego. – To nic nie da. Pewnie domyślasz dlaczego tu jesteś?
- Nie – uśmiechnęłam się z pogardą, po czym wywróciłam oczami.
- Jak Horan z Tobą wytrzymuje, to ja nie mam pieprzonego pojęcia – Bill kucnął przede mną i wolną ręką dotknął moich niebieskich włosów. Wstrzymałam oddech. – Nadal ten kolor… Gdyby nie one, straciłabyś swoją wyrazistość skarbie.
- Pierdol się – splunęłam. Twarz Bill’a stężała.
- Wcale, a wcale nie tęskniłem za Twoim ciętym językiem.
- I wzajemnie, złamany chuju.
- Nie radziłbym Ci tak mnie nazywać, gdy jesteś niedysponowana do obrony – w jego oczach zamajaczyła się tajemnicza iskierka. Tym razem to ja stężałam. – Chociaż chciałbym zobaczyć Horana, który nie może tej dziwce pomóc.
- Nie jestem dziwką – zmrużyłam oczy.
- Niby po co Derec trzymał Cię pod swoim dachem? Byś się puszczała – wykrzywił twarz w gorzkim uśmiechu.
- Prędzej dostałby w pysk, niż by mnie dotknął – prychnęłam.
- Domyślam się, że Horan wziął Cię porządnie w obroty. Żadna laska od niego nie wychodzi porządnie zerżnięta – zakpił. Pewnie kiedyś tak było. Nie skomentowałam jego słów, bo wzmianka o samym Niall’u powodowała, że zaczęłam za nim tęsknić. – Chętnie sprawdziłbym ile te Twoje usteczka potrafią wnieść korzyści, ale zostawię to na później – zamarłam, słysząc te słowa. – Ale najpierw trzeba z Ciebie jakoś wydusić to, gdzie jest Derec.
O cholera.
- Nie wiem gdzie jest – powiedziałam cicho.
- Tak jasne – wywrócił oczami. Byłam aż tak słabym kłamcą? – Patrick, zabierz ją do jego pokoju i przymocuj do kajdan – moje oczy wyszły na wierzch, a ciałem zawładnęła panika. Jego pokoju? Czy był tam Niall? Co oni będą mi robić?
- Ręce i nogi? – zapytał ten drugi. Widać było jego minie, że aż rwał się do tego.
- I bez bluzy, zadowolony? – zaśmiał się Bill, a ja miałam ochotę się rozpłakać.
- Gdzie mnie zabieracie? – zapytałam z trudem powstrzymując łzy, które cisnęły mi się do oczu. Nie mogłam być słaba, nie w tej chwili. Musiałam być silna i walczyć.
- Nazwij to miejsce jak chcesz, ale stamtąd już nie wyjdziesz żywa.

- Zostaw mnie! – krzyknęłam, gdy brudne i duże łapska Patrick’a próbowały się pozbyć mojej bluzy. Tylko mi brakowało tego, bym była w samych leginsach i staniku przy nim i tym drugim pierdolniętym czubem! W dodatku w tak podejrzanym miejscu!
- Zamknij się w końcu do jasnej kurwy! – wrzasnął, a jego oszpecona bliznami twarz wykrzywiła się we wściekłości. – Podnieś te cholerne ręce do góry, albo tego pożałujesz.
- Możesz mnie cmoknąć, chuju – syknęłam. Wtedy jego dłoń zaciśnięta w pięść śmignęła mi przed oczami, a ja poczułam ogromny ból w prawym policzku. Z piskiem padłam na podłogę, dodatkowo uderzając w nią mocno głową. Jęknęłam płaczliwie, nie mając siły na resztę walki.
- Teraz będziesz robiła co Ci karzę? – z niechęcią lekko pokiwałam głową i nieudolnie próbowałam podnieść się z ziemi. – Ja pierdole – usłyszałam jak Patrick głośno wzdycha z roztargnieniem. Nie minęła chwila, a podniósł mnie na nogi, na których ledwo byłam w stanie się utrzymać. Uderzenie było naprawdę mocne i ostro odczuwałam jego skutki. Patrick z bezuczuciową miną pozbył się mojej bluzy. Nie umknęło mi to, że jego oczy na moment się rozszerzyły się na widok mojego biustu. Gdybym była w miarę przytomna, za pewne oblałabym się rumieńcem, ale mój mózg pracował z opóźnieniem. Następnie przymocował mnie on do kajdan, które zwisały z sufitu, a gdy moje ręce były już zakute, zajął się nogami. Wisiałam na nich jak szmaciana lalka, choć i tak nie byłam w stanie poruszyć żadną kończyną. Patrick stanął przede mną i dokładnie obejrzał moje ciało. – Gdybyś była grzeczna i posłuszna nam, nie doszłoby do tego.
- Wal się – odparłam cicho.
- Błędna odpowiedź – pokręcił głową.
- Wiesz, że mnie to gówno obchodzi? – parsknęłam ironicznie śmiechem. – I jeśli jeszcze raz spojrzysz na moje cycki, uwierz mi, gdy moje ręce będą na wolności, Twoje jaja będą gorzko tego żałować.
- Póki co, jesteś skrępowana skarbie, a ja mogę robić wszystko co mi się żywnie podoba – uśmiechnął się dziko i jego dłoń przebiegła po moim brzuchu. Automatycznie zesztywniałam.
Nie, nie… Tylko mnie nie dotykaj!
- Coś ty taka sztywna skarbie? Zabawimy się trochę później, radzę Ci się przygotować.
- To ty się przygotuj na to, że niedługo stracisz swojego chuja – posłałam mu sztuczny pogardliwy uśmiech.
- Jeszcze się tego przekonamy – warknął i wyszedł z pokoju, trzaskając za sobą drzwiami. Od razu zaczęłam szukać czegoś, czym mogłabym się uwolnić. Pokój był niezbyt duży, miał tylko jedno małe okno tuż przy suficie i łóżko, już nie takie ładne jakie było w poprzednim pokoju. Zero drogi ucieczki. W dodatku miałam nie byłam zdolna do ruchu. Po prostu świetnie! Warknęłam z irytacją i w tym samym momencie do pokoju wszedł Bill z skórzanym pasem i biczem w dłoni. Zadrżałam głęboko, nie chcąc nawet myśleć jak on mógł to na mnie wykorzystać.
- Hm, cycki masz absolutnie perfekcyjnie, tak jak sobie wyobrażałem – zacmokał z aprobatą. Wyobraził? Na jakiego perwersa trafiłam?! Bill podszedł do mnie i bez mojej zgody ścisnął je, a ja zaszamotałam się pod nim, czując obrzydzenie z jego poczynań. – W dodatku naturalne, kurwa mać – mrugnął do mnie. – Ale to dopiero później… Teraz przyszedł czas na prawdziwą zabawę – uśmiechnął się tajemniczo i odłożył bicz na ziemię, trzymając w dłoni tylko pas. Zbladłam. – Jeśli chcesz zobaczyć Cię ze swoim chłopakiem, musisz… przeżyć – uśmiechnął się i jednocześnie cisnął pasem, który z trzaskiem obił się o mój brzuch. Mój wrzask wydobył się ze spierzchniętych warg i ogromny ból zawładnął moim ciałem. – Hmm, podoba Ci się? Aż krzyczysz – jego śmiech… wstrząsnęły mną ogromne dreszcze. To był najbardziej przerażający odgłos jaki w życiu słyszałam. Był szaleńcem. Nie zdążyłam pomyśleć o tym głębiej bo poczułam na swoich udach kolejne trzy uderzenia. Gardło bolało mnie od ciągłego krzyku. Moje ciało było ociężałe, rozpalone od ciosów pasa i napięte. Po kolejnych takich jego poczynaniach, nie miałam siły już unieść głowy, która pulsowała z bólu. Potraktował mnie gorzej niż szmatę. Inne dziewczyny, z którymi mieszkałam w Rezydencji Dereca uwielbiały tego typu rzeczy. Zbicie pasem? Normalka.
Ale nie u mnie. I nie przez kogoś takiego jak Bill.
- Czy będziesz już grzeczna maleńka? – zapytał, rzucając pas na ziemię i uniósł brutalnie mój podbródek do góry, bym na niego patrzyła. – Twoja twarzyczka już nie jest tak piękna… Twój Niall nie będzie zachwycona, gdy Cię ujrzy.
- Pierdol się – parsknęłam ironicznie.
- Błąd, suko – i uderzył mnie w twarz z taką siłą, że kompletnie straciłam świadomość.

***
Do świata żywych sprowadziły mnie dziwne muśnięcia czegoś mokrego. Przeczuwałam najgorsze : że Bill albo jego koleżka zaczynają się do mnie dobierać. Otworzyłam otępiała oczy i rozejrzałam nerwowo wokół siebie. Naprzeciwko mnie siedziała dziewczyna, gdzieś w moim wieku. Wyglądała… może nie najbardziej naturalnie, bo jej mocny makijaż ją postarzał, ale patrzyła na mnie normalnie. Bez mordu w oczach. Lecz i tak odsunęłam się od niej na tyle, ile pozwalało mi obolałe ciało.
- Spokojnie – odparła cicho i uśmiechając delikatnie. – Nie zrobię Ci krzywdy.
- I mam Ci uwierzyć? – syknęłam, próbując podnieść się do pozycji siedzącej. Gdyby nie pomoc dziewczyny, nigdy bym tego nie zrobiła.
- Cassie, prawda? – niepewnie pokiwałam głową. – Jestem Donatella, ale mów mi Don, bo Donatella brzmi jak jakiś tani serek do jedzenia.
- Trochę – zaśmiałam się słabo i od razu tego pożałowałam, bo zabolała mnie szczęka.
- Co Ci ten Bill zrobił… - jej twarz wykrzywiła się w smutku.
- Co ja tu robię? – zapytałam, oglądając pokój, w którym byłam. Był niewielki, ale przytulny. Zaskoczyły mnie ciepłe kolory i dużo światła.
- Bill przyniósł Cię tu. Byłaś nieprzytomna. Miałam się Tobą zaopiekować, dopóki on nie wróci. No i będziemy dzielić ten pokój, jeśli oczywiście będziesz mu posłuszna.
- Kim dla niego jesteś?
- Siostrą – mruknęła zawstydzona.
O kurwa, to siostra tego popierdoleńca!
- Nie przypominasz go – stwierdziłam.
- Bo nigdy nie byłam jak on – rzekła, maczając coś w wodzie. Okazała się to być jasnoróżowa szmatka, którą wcześniej musiała wycierać moją twarz. – I nie popieram tego, co Ci zrobił.
- Mieszkasz tu z tymi… pozostałymi – pokiwała głową. – Chyba nie jesteś… - nie musiałam dokańczać. Od razu Donatella spuściła wzrok na swoje ręce.
- Jestem Patrick’a, tak jakby – szepnęła, ponownie przykładając szmatkę do mojej opuchniętej twarzy. – Jesteś nieźle poobijana.
- Patrick też jest taki wobec Ciebie?
- Czasami – wzruszyła ramionami.
- I pozwalasz mu na to? – zdziwiłam się.
- Muszę – uśmiechnęła się słabo. – Mieszkam tu, oni mnie utrzymują.
- Nie myślałaś o ucieczce?
- Żeby to raz! Ale każde próby kończyły się fiaskiem i dodatkowymi siniakami. W końcu odpuściłam – odparła zrezygnowana.
- Jeśli uda mi się stąd uciec…
- Nie uda – pokręciła głową. Zatkało mnie.
- Jak to?
- Myślisz, że Bill jest głupi i daruje Ci to, że przez Ciebie Derec zniknął? Bill to dupek, masochista Cassie… On nie pozwoli Ci odejść.
- Zobaczysz, uciekniemy stąd – starałam się ją przekonać, ale to tak jak mówienie do ściany.
- Straciłam tą nadzieję już trzy lata temu, Cassie – ponownie posłała mi słaby uśmiech.
- Mój chłopak tu jest, jego przyjaciele pewnie nas już szukają…
- Od Billa nie uciekniesz – zaoponowała po raz kolejny.
- Nie mam siły się kłócić… Wszystko cholernie mnie boli – jęknęłam, z powrotem kładąc się na plecy.


 

********************************

No to mamy coś nowego :D w kolejnych rozdziałach będzie jeszcze gorzej, pewnie mnie za to zabijecie :D


33 komentarzy = NOWY ROZDZIAŁ !! <3



Komentujcie <3


K.


niedziela, 25 stycznia 2015

1.28

Obudziłam się wtulona w klatkę piersiową Niall’a i okryta szczelnie ciepłym kocem po samą brodę. Po tym, jak lekka ciemność panowała za oknem stwierdziłam, że zbliżała się siódma. Ziewnęłam cicho i zacisnęłam mocniej powieki, mając nadzieję, że jeszcze będę mogła zasnąć. Jednak nie minęła minuta i poczułam jego pełne wargi na swojej twarzy. Nie mogłam powstrzymać małego uśmiechu, który formował mi się na twarzy. Wtuliłam się w niego bardziej i spojrzałam na twarz kątem oka.
- Dzień dobry – szepnęłam.
- Dzień dobry, maleńka – wymruczał, muskając czubek nosa ustami. – Więc, czeka nas kolejny nudny dzień?
- Przy Tobie nigdy się nie nudzę – Niall uśmiechnął się szelmowsko i jego dłoń zaczęła zsuwać się po moim brzuchu. Zesztywniałam i czuję, jak moje policzki oblewają się rumieńcem. – Ale chcę pospać, bo tej nocy sen nie dał mi dany – jego uśmiech się powiększa na wspominkę z poprzedniego wieczoru.
- Orgazm na dobranoc, Panno Anderwood – z niechęcią wycofał swoją dłoń i położył ją na moim pośladku.
- Kiedy wrócimy do Rezydencji? – spytałam z nadzieją.
- W najbliższym czasie musimy o tym zapomnieć – westchnął. – Ludzie Dereca na pewno gdzieś już na nas czekają. Nie mogę narażać Twojego życia…
- A chłopacy mogą? – robi mi się smutno na myśl, że któryś z nich mógłby zginąć z mojego powodu. Moje wyrzuty sumienia nie miałyby końca.
- Chłopacy robią to na co dzień, są przyzwyczajeni do tego rodzaju akcji – ponownie westchnął. – Chciałbym z Tobą gdzieś wyjechać. Na krótkie wakacje, z dala od tego całego gówna.
- Reszta Cię potrzebuje.
- A ja potrzebuje Ciebie – powiedział niemal od razu. Moje serce zabiło mocniej. – Kocham Cię i jesteś dla mnie zbyt ważna, bym mógł Cię stracić.
- Po dwóch miesiącach znajomości? – wtedy sobie zdałam sobie sprawę, że minęły tylko dwa miesiące. To nie wiele czasu. Jak to się stało, że po tak szybkim czasie zakochaliśmy się w sobie?
- Od samego początku nie była to zwykła znajomość – pokręcił głową.
- Nienawidziłam Cię – parsknęłam śmiechem.
- Nie podobało mi się to – przyznał. – Chociaż sam… nie wykazałem się dobrymi manierami – dodał ciszej, oczywiście mając na myśli wielokrotne pobicie mnie.
- Zmieniłeś się – stwierdziłam cicho, przymykając oczy.
- Tylko dla Ciebie – uśmiechnął się lekko.
- Za to Cię właśnie kocham – pocałowałam go soczyście, lecz krótko. Choćby moment wystarczył mi, bym mogła się nim całkowicie nacieszyć i nasycić.
- A myślałem, że za zajebiście ostry seks i dużego penisa – zaśmialiśmy się głośno, a Niall mnie ponownie pocałował, tym razem głębiej, wolniej i dokładnie. Objął moją twarz dłońmi, a swój ciężar ciała przeniósł na mnie. Objęłam nogami jego biodra, a one napierały na mnie. Jak on to robił, że zawsze przez jego dotyk robiłam się twarda i podniecona? Nie mogłam tego pojąć. Nigdy żaden mężczyzna nie doprowadzał mnie do tego stanu. Do czynienia miałam z wieloma, lecz tylko jemu pozwoliłam się dotknąć. Choć i zrobiłby to bez mojej zgody. Wiedział, że go pragnę tak samo mocno, jak on mnie.
- Wyjedźmy po tym wszystkim, maleńka – wyszeptał z lekką zadyszką, zachłannie pożerając moją szyje. Jęknęłam cicho, unosząc mimo woli swoje zdradzieckie biodra ku górze, by ocierać się o jego kolosalnego penisa. Spanie nago ma swoje zalety. Przy Niall’u za pewne już nigdy nie zasnę choćby w majtkach. – Pragnę Cię mieć tylko dla siebie – kontynuował, gryząc mały kawałek mojej skóry tuż nad obojczykiem, a dłońmi ugniatał moje piersi, przyjemnie wyciągając i rolując sutki palcami. Sapnęłam ochryple, przygryzając dolną wargę i w skupieniu go obserwując. – Tylko my i ja… Sami – mruknął, odgarniając kołdrę z mojego ciała. Uśmiechnęłam się na widok jego pełnej pożądania miny. – Będę mógł pieścić Cię całymi godzinami, dotykać Twoje pełne piersi i ssać te soczyście różowe sutki – zarumieniłam się na dźwięk tych erotycznych słów. Seksowna gadka na rozpoczęcie całej zabawy?
 
O tak.

Moja wewnętrzna bogini nabrała piany w usta i krzyczała głośno „bierz mnie, Horan!”. Również miałam na to ogromną ochotę. Boże, potrzebowałam go w sobie. Cała drżałam z podniecenia.
 
- Niall… - wyjęczałam z rozkoszy, wyginając się pod nim z ekstazy.
- Co maleńka? Powiedz mi – warknął, muskając moje piersi delikatnymi pocałunkami i od razu przeniósł się na brzuch, czubkiem języka zakreślając gwiezdną drogę, wprost na mój wzgórek.
- Och, dotknij mnie! – cicho krzyknęłam, podpierając się na łokciach, by mieć jak najlepszy widok na małe i urzekające przedstawienie Niall’a. Blondyn zaśmiał się, a ten dźwięk mocno odbił się w mojej kobiecości.
- Nie mogę Ci tego odmówić – posłał mi ciepły i diabelnie seksowny uśmiech wchodząc w między moje nogi. Dłonie położył na wnętrzu obu ud i rozszerzył je tak mocno, że czułam lekkie skurcze w mięśniach. Syknęłam cicho zmniejszając rozkrok. Niall spojrzał na mnie zaciekawiony. – Czyżby Pani spadła forma?
- Nie jestem gimnastyczką – parsknęłam śmiechem, wplatając palce prawej dłoni w jego blond włosy.
- Zaczniesz być – syknął i przyssał się ostro do mojej łechtaczki.
- O mój Boże! – krzyknęłam, zachłystując się powietrzem. Przyjemność była znacznie większa w pozycji, w której się znajdowałam. Niall dyskretnie ( lub i nie ), powoli rozszerzał moje nogi i masował bolące mięśnie. To również było miłe uczucie, ale nic nie przebije owalnych i dużych ruchów języka Niall’a. Bawił się z moją łechtaczką powoli i drażniąco. Doprowadzało mnie to do szału, a szczególnie niemożność poruszenia się, bo moje biodra były mocno trzymane przez jego silne dłonie. Orgazm zbliżał się zdecydowanie za szybko, lecz mocno i czułam to w swoim podbrzuszu.
- Masz nie dochodzić -  powiedział niskim głosem, który spowodował, że moja wilgotność nasiliła się jeszcze bardziej. Jęknęłam z politowaniem, robiąc wszystko by powstrzymać skurcze zbliżającego się szczytu. Niall zauważając, że powoli nie spełniam jego prośby, przerywa pieszczenie. Jęknęłam protestująco. – Spokojnie maleńka, nie raz Cię jeszcze tam splądruje – uśmiechnął się dziko, a ja głęboko zarumieniłam. – Cassie się mnie wstydzi? – wydymał smutno wargi, a ja nie mogąc się powstrzymać, wybuchłam śmiechem. – Jestem zabawny?
- Taak – mówię rozbawiona, stykając nasze usta ze sobą. Całowaliśmy się chwilę, potem Niall zakończył nasz pocałunek zdecydowanie zbyt szybko.
- Chciałbym zrobić z Tobą coś… nowego – odparł, a jego oczy w tajemniczy sposób rozbłysły. Zrobiłam się podejrzliwa.
- Jeśli znowu chcesz mnie do cholery związać tak jak ostatnio…
- Nie, tym razem nie to – przerwał mi z głupim uśmiechem. – Rżnięcie analne, coś Ci to mówi?
- Och – przełykam głośno ślinę, patrząc na niego nieufnie.
- Och – naśladuje mnie, a ja pokazuję mu język w złości. – Zadziora? Zobaczymy jak będzie za chwilę.
 
O cholera!
 
- Do tego nie potrzeba jakiś tam nawilżaczy? Bo stosunki analne są niby dosyć bolesne – mówię speszona. Nie takie rzeczy słyszałam o seksie analnym od dziewczyn Derec’a. Inne to uwielbiały, ale zdecydowana większość – omijała to szerokim łukiem.
- Maleńka, jesteś mokrzuteńka, nawilżacze nie będą nam potrzebne – na dowód swoich słów zatapia we mnie dwa palce na co jęczę z rozkoszą i wilgoć rozprowadza po moim tylnym otworze. Spinam się machinalnie. – Spokojnie. Anal może być przyjemny, jeśli oboje nie będziemy zestresowani. Zresztą… ze mną problemu nie będzie – uśmiecha się szeroko, ocierając o moje biodro nabrzmiałym członkiem. Wzdycham podniecona, próbując nakierować na niego swoje biodra, lecz Niall to zauważa i unieruchamia mnie. – O nie nie, tak się nie bawimy – po tych słowach mocno wbijając palce w moje kości biodrowe podnosi mnie i ustawia w pozycji klęczącej, z nogami szeroko rozstawionymi jak u żaby. – Wszystko prezentuje się… należycie – stwierdza i poprawia moją pozycję w efekcie czego moja twarz jest wgnieciona niemalże w poduszkę, a tyłek mam wysoko podniesiony, idealnie skierowany ku niemu i jego słodkim torturom. – Myśl, że mam wejść w Twój tyłeczek kochanie… jest obłędna – wyczuwam, że uśmiecha się szelmowsko i zadziornie, a chwilę później jego penis tkwi głęboko w mojej kobiecości. Jęczę głośno pierwszy raz czując tak intensywne uczucie. – Tak… Pani jest bardzo wilgotna i gotowa – Niall wyszedł ze mnie i po sekundzie czułam jak jego śliski penis krąży przed moim drugim, nigdy wcześniej nie tykanym wejściem. Mój oddech przyśpieszył. – Gotowa? – z lekkim opóźnieniem pokiwałam głową i wtuliłam plecami w jego klatkę piersiową. Niall obejmuje mnie lewą ręką w pasie i naciska na mnie. Stęknęłam, gdy jego główka z trudem znalazła się we mnie. Pieczenie. To nie było fajne! – Kurwa, taka ciasna – warknął, całując mnie w kark. – Idziemy dalej? – wyszeptałam ciche „tak” i Niall zagłębił się we mnie trochę. Poczułam, jak łzy cisnął mi się do oczu przez ból spowodowany nową, dosyć niewygodną pozycją. Czułam się tak, jakby ktoś coś na siłę we mnie wpychał. Piekło jak cholera i to wzmagało się z każdym ruchem bioder blondyna. – Boli? – spytał ze słyszalną troską w głosie.
- Trochę – skłamałam mrugając szybko, by żadna z łez nie opuściła mojego oka.
- Mogę się ruszyć? – ponownie zapytał.
- Tak – mruknęłam, zaciskając mocno palce na białych poduszkach przed sobą.
- Rozluźnij swoje mięśnie, myśl o czymś przyjemnym – zaproponował. Zamknęłam oczy i zrobiłam tak jak kazał. Nie szukałam długo rzeczy, która pomogłaby mi się „rozluźnić przed analnym rżnięciem” : usta Niall’a pieszczące mnie. Przywołałam do swojej głowy obraz jego pomiędzy moimi nogami z głową tkwiącą w zwieńczeniu moich ud. Przypominam sobie, jak jego język dokładnie mnie bada, pieszcząc każdy zakamarek mojej kobiecości, mocno ssąc łechtaczkę do czerwoności. Na samo wspomnienie tego robię się jeszcze bardziej mokra i jęczę cicho pod nosem wypychając biodra ku Niall’owi. – Och, maleńka, tak… - syknął podniecony, wchodząc we mnie do samego końca. Tym razem nie poczułam bólu, a wszechogarniającą przyjemność. Niall powoli porusza biodrami z początku ciężko we mnie wchodząc i wychodząc. Z całych sił starałam się rozluźnić i chyba mi to wychodziło, gdyż jego pchnięcia stawały się co raz bardziej dokładne i płynne. – Będziesz szczytować w ten sposób, skarbie? – zapytał z trudem, gdyż jego oddech był co raz głośniejsza i sapliwy i przyśpiesza. Jęknęłam głośno, na co Niall wydał z siebie tak seksowny i erotyczny dźwięk, że wszystkie doznania się zwiększyły i wzmocniły. Stękam i jęczę w poduszkę wychodząc mu swoimi biodrami na przód. Po kilku takich próbach złapaliśmy wspólny rytm i przerodziło się to wszystko w prawdziwe analne rżnięcie. Ledwo mogłam nadążyć z oddychaniem. Jego biodra odbijały się od moich z głośnym plaskiem, co rusz przyśpieszając i prowadząc nas obojga na sam szczyt spełnienia.
- Niall! – jęczę, gdy na moje ciało zaczyna napierać coś potężnego. Niall zaczął pchać jeszcze mocniej, a ja nie wytrzymałam i doszłam z głośnym krzykiem, niemal płacząc z ogromnej rozkoszy. Czułam wszystko. Już teraz wiedziałam, o co było tyle szumu. Rżnięcie analne było od tamtego momentu moim ulubionym.
- Kurwa, maleńka – drżący głos Niall’a doszedł do mych uszu i chwilę później poczułam jak szczytuje, a moje ciało znowu atakuje ciepło i jakimś cudem osiągam drugi orgazm – o wiele mocniejszy niż poprzedni. Nie mam siły nawet choćby krzyknąć. Wiję się pod nim, nie czując swojej dolnej partii ciała. – Jesteś moją pierwszą kochanie – mruknął do mnie Horan, delikatnie ze mnie wychodząc i pomógł mi położyć się na kołdrze.
- Co? – spytałam niskim głosem, głęboko oddychając jak po przebiegnięciu maratonu. Oboje byliśmy cali czerwoni, spoceni i zdyszani. Lecz widok takiego Niall’a powalał na kolana.
- Jesteś moją pierwszą, której dobrałem się do tyłka – uśmiecha się zadziornie, a ja się zdziwiłam.
- Nie robiłeś tego wcześnie? – pokręcił głową. – Musiałeś się naoglądać masy pornosów, by zrobić to tak… cholera, tak zajebiście – Niall się zaśmiał z moich słów.
- Zero nudy przy mnie, maleńka – Niall pochylił się i złożył na moich ustach czuły i mokry pocałunek. – Jak się czujesz?
- Tak, jakby ktoś dogłębnie mnie spenetrował w tyłek – stęknęłam, a Niall zaśmiał się jeszcze głośniej.
- Teraz będziemy robić to o wiele częściej – uśmiechnęłam się lekko. – Widzę, że się spodobało.
- Gdybym miała siłę podnieść swój tyłek, zrobiłabym to jeszcze raz – przyznałam bez ogródek.
- Ale i tak nic nie przebije uczucia, gdy wchodzę w Twoją małą kicię, Cassie – mruknął, a jego ton głosu spowodował, że ponownie poczułam skurcze w brzuchu. Cholera jasna, co się dzieje z tym moim pieprzonym ciałem, gdy on jest w pobliżu?! – I ten widok, gdy rozciąga się wokół mojego…
- Przestań – przerywam mu, chcąc uniknąć ponownego podniecenia.
- Dlaczego? I tak wiem, że jesteś dla mnie mokra – jego dłoń zaczęła zjeżdżać po moim udzie i na chwilę zniknęła między nimi, a palcami przebiegł po wierzchu mojej kobiecości. – Cholernie mokra. Chyba trzeba coś z tym zrobić?
- Niall… - westchnęłam i w tym momencie wiedziałam, że przegrałam.
 
Tak jak w każdym starciu z nim. 


*************************************
Kolejny rozdział pełen erotyzmu! Spokojnie, to już nie długo się skończy i poleci dużo krwi :D :D Wiem, że to uwielbiacie, oj wieeem :D :3
 
31 komentarzy = NOWY ROZDZIAŁ!! :* <3
 
 
 
Komentujcie <3
 
 
K.